sobota, 31 lipca 2010

Sen o potędze

Nie od dziś jest prawda znana,
że wypierdki, móżdżki kurze,
marzą od białego rana.
o tym wszystkim, co jest duże.

Jeden prezes, powiem więcej,
pewnej partii prawej wódz,
ciągle sny miał o potędze,
lecz nie wiedział gdzie doń klucz.

U prezesa wszystko małe -
wzrost i członki, nosek, brzuch...
Cały chłopczyk jak Koszałek,
ale jadu ma za dwóch.

Dobrał sobie pretorianów,
co to drepcą zań krok w krok,
a on ciągle ku potędze
skierowany ma swój wzrok.

Za nos wodzi wierne tłumy,
oni za nim jak w ten dym,
pokazuje swoje fumy,
lecz się nie przejmują tym.

Tak waleczny ten zawodnik,
że popalić wszystkim da,
bo z wojenką mu wygodnie -
wszak w potęgę ciągle gra.

Zróbmy zrzutę na malucha,
kupmy mu malutki kraj,
niech tam czyni zawieruchę
i urządza w nim swój raj.

Lub bezludną jaką wyspę -
wokół morze, wicher, szkwał.
Weźmie z sobą kota, wizje
i w potędze będzie trwał!

piątek, 30 lipca 2010

Józek, nie rozpychaj się!



Bezczelność Józka jest ewidentna.
Koń jakiś większy, mina pokrętna,
pukle na głowie i długa szyja,
mieczem nade mną coś tak wywija...
Wzrok dumny wdzięcznie kieruje w dal,
no i te mięśnie...jak jaka stal...
Stoję tak z brzegu, patrzę do dołu -
oj, żeby nie spaść z tego cokołu!

Poczekalnia

Ciągle czekamy, przez życie całe,
na rzeczy wielkie, średnie i małe.
Na piękne jutro, na nowe futro,
hydraulika z szajbą i z mutrą.

Na całkiem nowy, ładniejszy nos,
na dobry rosół i z grzybów sos.
Na Jacka, Hanię, Zbyszka lub Zulę -
człeka, co na cię popatrzy czule.

I na dojrzałość, bez wielkiej klęski,
żeby mój amant był bardziej męski,
i na powicie swego dziecięcia,
i na synową, albo też zięcia.

Na kroplę deszczu, na promień słońca,
by specjalista przyjął cię w końcu,
by szef cię dostrzegł i dał nagrodę.
Na słoneczniki i na renklody.

W tej poczekalni wartko czas płynie,
z górki, pod górkę, w lecie, czy w zimie.
Trochę stękamy, często zrzędzimy,
ale przynajmniej się nie nudzimy!

czwartek, 29 lipca 2010

Najnowszy trend!


Podpis czarnym markerem na krzyżu pod Pałacem Prezydenckim.

Matyja Roman, Roman Matyja,
niech żyje Rydzyk, Radio Maryja!
W opar absurdu niech się spowija -
Tadeusz Rydzyk, Roman Matyja!

I więcej guseł, czarów, grajdołów -
Matyja, Rydzyk – razem, pospołu.
Niech nam Tusk z Wajdą tu nie wywija.
Rydzyk Tadeusz, Roman Matyja!

Tam ruska trumna, mgła, co się snuje,
tu Platformersi te podłe zbóje.
Nam nie podskoczą, bo będzie chryja -
już o to zadba Roman Matyja!

Trup padnie gęsto, wnet zetniem głowy,
nie będzie rządził ten zbój tuskowy.
Antek zbrodniarzy na pal powbija,
wnet mu pomoże Roman Matyja!

(A swoją drogą ciekawe, kto pierwszy złapie za scyzoryk i wyrzeźbi "kocham Jolke".)

Niechciejstwo

Niech ktoś mądry tutaj powie -
jasno, prosto - jak na desce:
kiedy mi się będzie chciało
tak, jak mi się teraz nie chce?

Na gałązce usiadł ptaszek,
miłym trelem mnie dziś łechce,
lecz kląskaniem nie wyśpiewał -
czemu mi się ciągle nie chce?

Wszyscy biegną jak w ukropie,
świeci słonko, idą deszcze,
ja w niechciejstwie się utopię -
już niczego mi się nie chce.

Tyle spraw do załatwienia -
dusza biada, cierpi ciało.
Mogę groch o ścianę rzucać -
też nie będzie mi się chciało.

Niech mnie jaki dunder świśnie
tak porządnie, nie za mało,
albo licho jakie porwie,
żeby mi się więcej chciało.

Ukochany kubek z pieskiem,
całą półkę mych cudeniek,
bluzkę w groszki, nowe szpilki
oddam pilnie dziś za CHCENIE!

środa, 28 lipca 2010

Pomnikoterror


Ratusz: Nie ma zgody na pomnik Lecha Kaczyńskiego.

Gdy książę Józef patrzy z rumaka,
dziwi się wciąż niepomiernie,
skąd tyle pychy i zajadłości
mają dziś w sobie ci "wierni"?

Gdzie są zasługi, które pozwolą
wynieść idola na cokół?
Czy tylko sama walka dla walki
warta tej hucpy jest wokół?

Bo Wawel "wiernym" wszak nie wystarczył
i nie zaznają spokoju,
dopóki nowy pomnik nie stanie
w pis-moherowym wystroju.

Ronda, ulice, place i skwery...
Zaczynam mieć już obawy,
że nowy pomnik ktoś mi podrzuci,
jako memento, do ... kawy!

Oda do kawy



O, ty, ma czarna, gdy ciebie nie ma,
w piekło zamienia się życie,
do ciebie tęsknię, płaczę i szlocham,
wielbię cię jawnie i skrycie!

Bo gdy do ciebie ust koral zbliżam,
czy w pracy, czy na leżaku,
oczy z lubości wielkiej przymykam -
taka potęga w twym smaku!

Czymże bez ciebie są te poranki
lub nocki pracą zarwane,
tyś mi, o kawo, jest najwierniejsza,
tyś mój najlepszy kochanek!

Czyś ty Nescafe, czy też Lavazza,
gdy ciebie nie ma pod ręką,
wenę i humor całkiem już tracę,
życie me staje się męką!

Dziś pusta półka – nie ma tam ciebie,
wiatr hula, jakby ze stepu...
A więc decyzję męską trza podjąć
i zapierniczać do sklepu!

wtorek, 27 lipca 2010

Wojna plemienna



Wojna plemienna w PiS-ie wybuchła.
Już liczą rannych, trupy i truchła.
Są ostrzy gracze i ciche płotki,
białe gołąbki i twarde młotki.

Gołąbki były mięsem armatnim,
teraz to pionki są już ostanie.
Zostało tylko im biadolenie
i podążanie za szefa cieniem.

Teraz do głosu doszli szoszoni* -
walą na oślep. Bo właśnie oni
nieokiełznany język wciąż mają,
nim, jak bagnetem wprawnie władają.

Kudłate myśli, kudłate słowa,
bo dzicz kudłata zawsze gotowa
stawiać pod ścianę, rąbać i siekać,
i jak bulterier kąsać i szczekać.

Gdy taki szoszon** będzie wpirzony,
dlań są nieważne żadne "bontony" -
on ciosem zręcznym każdego skosi,
łajnem obrzuci i nie przeprosi.

Niech się wytłuką w biegu do stołków -
im mniej, tym lepiej tych pis-matołków.
Grajcie swe wojny, lecz od nas z dala -
gdy własne szyki chcecie rozwalać!

* Szoszoni (przez duże „S”) plemię Indian Ameryki Północnej, krępi i okrągłogłowi, znani też jako Węże (ang. Snakes). Zarośnięci i waleczni; zasłynęli też z kolaboracji z białymi - odstąpili swoje terytoria rządowi USA.
** właściwie, to może być też jastrząb, albo talib. :-)

Sposób na górę

Jak sobie radzić z górą roboty,
gdy do urlopu ma się ciągoty?
Ano, rozejrzeć się dookoła,
kto tu ją za mnie przerobić zdoła.

Tam siedzi Marek i w nosie dłubie,
Justyna w zębach paznokcie skubie,
Joanna ziewa, kartki przewraca,
Adam zaś w necie dziś się zatraca.

O, jest Monika. Dzielna dziewczyna.
Na posterunku swą pierś wypina.
Komputer grzeje, kawka nalana,
w kwitach już siedzi dzisiaj od rana.

Temu wsadziłam, temu dodałam.
Monice tylko kawy dolałam
i już nie będę jej dłużej nękać -
też jej dorzucę. Nie będzie stękać.

Góra zniknęła. Świecie szeroki!
Jakie przepiękne teraz widoki!
Zaraz szefowi oddam raporty -
niech mu z wrażenia opadną szorty!

poniedziałek, 26 lipca 2010

Zbrodnia potoczna i doskonała

Jakby za mało uciech dokoła,
znów pis-prawnicy marszczą swe czoła,
interpretując na sposób kaczy,
co to jest zbrodnia. I co oznacza.

Więc, dla jasności tu procesowej,
ona nie w sensie jest kodeksowym -
uchowaj Boże. Tylko w potocznym.
A cała reszta na torze bocznym.

Ten Wielki Prawnik IV RP
już doskonale o wszystkim wie.
Zbrodnią więc sobie poszafujemy,
w pamięci ludu ją zapiszemy.

Bo zbrodnia - zbrodnią. Czy doskonała,
czy też potoczna. Dzisiaj jej chwała.
A zatem zbrodnia jest dla nas misją.
Więc ją uczcijmy nową komisją!

Nie lubię poniedziałku




Choć nowy tydzień zaczął się
i słonko jasno świeci,
wszystko jest wstrętne oraz be
i rym się nie chce klecić.

Okiem zaspanym patrzę w krąg -
może gdzie pomoc jaka?
A tu już z łóżka trzeba wstać -
czasomierz dał kopniaka.

Kawa ma jakiś dziwny smak,
chleb z piątku wrednie suchy...
Zegar tykaniem brzydko klnie -
odganiam go jak muchę.

Ni zebrać myśli, co jak gzy
natrętnie w głowie brzęczą...
I coś ty dzisiaj taki zły -
upiory też cię męczą?

Szybko wypuszczam nosem dym -
„kiedy z tym skończysz wreszcie?!”
Więcej morałów nie praw mi -
to wcale nie jest śmieszne!

Klucze zniknęły, sandał też -
złośliwość martwych rzeczy...
„Wyjdź z tej łazienki, pośpiesz się!”
- znów rzeczywistość skrzeczy.

Późno się robi. Trzeba więc
zebrać się po kawałku.
I ruszać z posad bryłę świa...
Nie lubię poniedziałku!

niedziela, 25 lipca 2010

Mistrz mowy polskiej



"Te wszystkie głosy, które wydobywały się też z naszej partii, że jakiekolwiek uczciwe, zgodne z zasadami moralnymi postawienie tych spraw okazało się przynajmniej na razie pozbawione faktycznych podstaw."


Pół internetu
wczoraj myślało,
co te mądrości
zaś oznaczają?

Głupsza połowa
się zastanawia.
A prezes złudzeń
nie pozostawia.

Ta druga, mądra,
ma mózgu zwoje.
Nie musi myśleć -
i tak wie swoje!

A ja zrozumiałam tyle, że prezes słyszy głosy!

Granice absurdu

Złudną nadzieję w sobie żywiłam,
że po Smoleńsku, wodzie, wyborach
nastanie długo oczekiwana
ciszy, mądrości i zgody pora.

Dość mam już gorzkich żali nad sobą,
wieńców, miesięcznic, krzyży, pomników...
Fali emocji wciąż wylewanych,
wizji, obsesji, półprawd bez liku.

Dość mam dyskusji wielkich ekspertów
od samolotów i od domysłów.
I hektolitrów pomyj na głowę
tym, co normalniej pojmują wszystko.

Dość mam spektakli telewizyjnych,
cyrków z posiedzeń, dziwnych komisji.
I do pożaru wręcz podgrzewanej
całej gorączki tej politycznej.

Wciąż mikrofony i wciąż kamery
głodne sensacji, hucpy, igrzyska...
Nikt już nie słucha wymownej ciszy,
która aż krzyczy ponad to wszystko.

Źle się bawicie, moi panowie.
Ludzie się rodzą i umierają,
śmieją się, płaczą, klną i pracują.
Chcą funkcjonować w normalnym kraju!

sobota, 24 lipca 2010

Impresje w środku lata



Dwa kubełka lodów,
hektolitry wody,
wszystko pochłonęłam
dzisiaj dla ochłody.

Wyobraźnia moja
gdzieś poszybowała
i lutowe mrozy
sobie przypomniała.

Wichry i zawieje
miasto w śniegu całe,
oblodzone drogi,
wszystko takie białe...

Tak się rozmarzyłam
w głowie mi się plecie..
A mój pan się zdziwił:
ot, dogódź kobiecie...!

W moim ogrodzie

W moim ogrodzie upał lipcowy
na ganku przysiadł cichutko.
Nogi zanurzył w porannym chłodzie,
w cienistym bluszczu nad furtką.

Zielony oddech chwytam powoli
skoszonej trawy i mięty,
wonią maciejki poprzeplatany
w jasnym fiolecie zamkniętej.

W moim ogrodzie tańczą motyle,
ważki nad stawem się mienią,
na starej wiśni figlarne drozdy
buszują między zielenią.

Tańczą rusałki, trzmiele i bąki,
a świerszcz im wdzięcznie przygrywa.
W moim ogrodzie dźwięczy muzyka -
czas tutaj wolniej upływa...

Ogród roztacza swoje uroki
wabi zielenią, kolorem...
Czarowna przestrzeń zamknięta ciszą,
kojącą rankiem, wieczorem...

piątek, 23 lipca 2010

Międzymoherówka

Na terenie Sejmu, obok tablicy upamiętniającej posłów PiS, którzy zginęli pod Smoleńskiem, ktoś ustawił nowy "smoleński" krzyż. Tymczasem przed Pałacem Prezydenckim, gdzie stoi taki sam symbol, o który toczy się spór, górnicy pełnili wartę. Jeden z jej uczestników zapowiada, że lada dzień przyjedzie "większa ekipa" (źródło: onet.pl)

Wyklęty, powstań dziś moherze,
krzyż stawiaj tam, gdzie tylko chcesz.
Odmawiaj pod nim swe pacierze
i nowe spiski wciąż nam wietrz!

Przeszłości niecnej ślad wymiataj,
przed krzyżem niechaj Tusk nam drży.
Ruszamy na krucjatę, bracia,
wnet pokażemy, co są my!

Krzyż to jest nieostatni,
nowych będzie tu w bród.
Niech Ojciec Dyrektor
uczyni wielki cud!

Krzyży będzie dostatek,
niech ateusz więc drży.
Bo wkrótce tym światem
już rządzić będziem my!

Antek - Szalone Oko II

Antek nam zbrodnię gromko ogłosił -
drży niebo i ziemia cała,
kiedy Antonio, z obłędem w oku,
miłością do prawdy pała.

On wie, że Lecha Ruskie zabili
lub dziadek Tuska z wermachtu,
a resztę ludzi uprowadzili -
nikt nie zaprzeczy tym faktom.

Putin ich więzi w tajdze bezkresnej,
nie mają chleba, ni uciech.
I tylko jeden wśród nich się znalazł,
co to się zawziął i uciekł.

Palikot odkrył, że na peronie
zjawę wszak widział z zaświatów,
a biedny Antek jeszcze nie zdobył
poważnych dowodów na to.

Dlatego Jaśka wniosek odrzucił -
nie będzie z nim współpracował,
bo Jasiek prawdę chce znać za szybko,
Antek zaś będzie wciąż knował.

I już niezbite, nowe dowody
nasz policmajster wytacza,
że przy remoncie aer-maszyny
Klich swoje palce tam maczał.

Tak zagłuszarka dzielnie pracuje,
brednie powtarza jak umie.
Gawiedź się cieszy, a podpowiada
jej sam belzebub z Torunia!

czwartek, 22 lipca 2010

22 lipca - św. Wedla



Stary kalendarz,
czerwona kartka,
upalny lipiec -
zgrabna kokardka.

Coś przemawiają,
gdzieś – kiedyś było...
Manifest umarł
i się skończyło.

Więc czekoladkę
sobie „rozbieram”.
Się roztopiła...
Upał, cholera!

Zabrałeś serce moje...(na swojską nutę II)



W powietrzu coś zadrgało,
komisji trzasły drzwi,
tynk z góry się posypał,
za oknem mocno grzmi.

Zabrałeś serce moje
Sekuło wredny ty.
Do głosu dojść nie dałeś,
aż popłynęły łzy!

Boś bardzo był bezczelny,
krzyczałeś na mnie wciąż.
W kobiecą godność moją
godziłeś, jak ten wąż.

Ogromny żal mnie ściska,
a z oczu płyną łzy,
bo serce w tej komisji
zostało dawno mi.

Nie przeszły moje wnioski,
na urlop chciałam iść,
a ty, nędzny Sekuło,
nie pozwoliłeś mi.

Jam wielka jest mimoza,
gwiazda estrady też,
więc jak ty chamie śmiałeś,
dopuścić do mych łez.

Afera wielką klapą,
wybory przerżnął szef.
I jeszcze krzyż zabiorą,
więc wzbiera we mnie gniew.

Przytul mnie ty, Antonio,
ukój mój smutek, żal,
bo wszystkie me ambicje
odpłyną w siną dal!

środa, 21 lipca 2010

Etyka i sprawiedliwość


Sejmowa komisja etyki ukarała Palikota naganą za „krew na rękach”

Komisja karze, komisja gani.
Etyka rządzi. Trochę do bani.
A słowa Antka o zbrodni krociach,
a Brudzińskiego o trumnie w błocie,
podłości Jarka o zbrodniach rządu -
to dla komisji wszystko w porządku?

Antek - Szalone Oko czyli komisja ds. insynuacji



Komisje, komisje, komisje...
tu bicie piany, tam scysje...
Takie medialne ciało,
co by zaistnieć chciało -
parcie ma duże na szkło,
bo o to właśnie im szło!

Nic nie wyjaśni, Polaków skłóci
i jęzorami plotki wymłóci.
Insynuacje i zamieszanie -
takie komisja ma dziś zadanie.

I będzie hucpa. Będzie igrzysko.
A gawiedź łyknie, bo lubi wszystko.
Szalonych spisków naprodukuje,
bo w spiskach właśnie Antek bryluje.

Antek nam zbrodnię wyjaśnić raczy
i jeszcze parę pomysłów kaczych.
I nie omieszka wszem podać faktu,
że zabił dziadek Tuska z wermachtu!

Metodą bzdury wciąż powtarzanej
wyniki śledztwa są zagłuszane.
Mnożyć absurdy, piętrzyć ataki,
zacierać prawdę - scenariusz taki!

wtorek, 20 lipca 2010

Oświadczenie

Raz pewien przegrany kurdupel,
wśród gładkich pochlebców swych tłumu
powiedział, że ten jest idiotą,
kto słów jego dziś nie rozumie.

On pojadł już wszystkie mądrości,
a teraz nienawiść rozsiewa.
Na wszystkich inaczej myślących
krew jasna go dzisiaj zalewa.

Chcę głośno więc tutaj oświadczyć
- tym prawym i wszystkim dewotkom -
że zamiast mu wiernie wtórować,
już wolę pozostać idiotką!

Trochę uśmiechu z rana


źródło: www.demotywatory.pl

Panie prezesie Kaczyński!
Niech Pan nie słucha żadnych krytyków. Żądamy więcej tak samo myślących.
Żądamy więcej Brudzińskich, Kurskich i Kemp w telewizji.
Żądamy więcej wspaniałych redaktorów: Sakiewiczów, Ziemkiewiczów, Janeckich, Warzechów w telewizji.
Gdzie się do licha podział Pospieszalski? Dlaczego tak mało o nim się ostatnio mówi?
I dużo, dużo niezależnych profesorów: Staniszkis, Legutko, Roszkowski, Krasnodębski, Zybertowicz, Gilowska...
Czy o kimś jeszcze zapomniałam?
Dla osiągnięcia pana celów politycznych nie cofną się przed niczym.
A już najmniej przed wciąganiem do swojej gry kościoła i symboli religijnych.

poniedziałek, 19 lipca 2010

"Gosiewski żyje"


„Widziano go na peronie we Włoszczowie”

Panie Januszu,
powiem po cichu:
na tym peronie
śpi jakieś licho...

On nie uwierzył,
że z tego świata,
kostucha wszystkich
kiedyś wymiata.

Wrócił na peron -
gapie widzieli.
Z głów zdjęli czapki
oraz klęknęli.

Prezesa ciągle
dręczy ta zmora.
I strach, że szydło
wnet wyjdzie z wora.

Tak mi na koniec
przyszło do głowy:
dobra to puenta
i skrót myślowy,

bo z paranoją
dyskusji nie ma.
Szkoda riposty.
Niech żyje ściema!

Po trupach


Kurski: Komorowski poszedł po władzę po trupach.

Wściekły bulterier znowu zaszczekał.
Kaganiec zdjęty - dłużej nie czekał.
Pisowski geniusz przekrętów wszelkich,
manipulacji i bredni wielkich.

Biedak zapomniał kto grał trumnami,
męką, współczuciem i symbolami,
z obliczem fałszu kręcił, mataczył,
na trumnach wjechać chciał do Pałacu.

Bulterier znowu gra pierwsze skrzypce
w seansie grozy i nienawiści -
jak zwykle wierny i niezawodny.
Ciemny lud łyknie, sensacji głodny.

Wściekłość z przegranej zaślepia oczy -
o mało z orbit im nie wyskoczą.
Walą na oślep, warczą, kąsają,
ciągle na władzę apetyt mają!

niedziela, 18 lipca 2010

Marsz Autonomii w Katowicach: "Śląsk - mój hajmat"



Nie będę oceniać tej demonstracji, bo mam szacunek do innych, niż moje poglądów.
Ciekawi mnie tylko, gdzie Ślązacy przyjeżdżaliby demonstrować przeciw prywatyzacji kopalń, gdyby tę autonomię uzyskali.
A nasza kopalnia Bogdanka (na Lubelszczyźnie) sprzedaje węgiel Śląskowi!
Opłaca się to różnym elektrociepłowniom na Śląsku. Bogdanka jest kopalnią wyjątkową pod każdym względem. Jest na giełdzie, oferuje węgiel tańszy niż kopalnie śląskie, nikt do niej nie dopłaca, przynosi zyski. A powodem tych sukcesów Bogdanki jest to właśnie, że jest PRYWATNA!
Nie dopłacamy do niej my, podatnicy, a wręcz odwrotnie – to ona płaci podatki i mamy dzięki niej tańszy węgiel. A ludzie mieszkający na Lubelszczyźnie mają pracę; czytałam, że zatrudnienie w kopalni ma jeszcze wzrosnąć.
Wyobrażam sobie, co by się działo, gdyby w kampanii wyborczej ktoś wspomniał o prywatyzacji kopalń (tak jak o prywatyzacji szpitali) i wszyscy kandydaci byliby od razu przeciwni :)))

Wytchnienie

Zostaw na chwilę swoje kłopoty
i polityki zawiłe sploty,
wszystkie te zjawy i mary senne -
wita nas dzisiaj słonko promienne!

Zaproś przez okno jasny poranek,
kolory złota w nim rozedrgane,
zapach lawendy - on z rana wabi
i świergot wróbla, co dzionek sławi.

Wypuść marzenia, co wciąż w ukryciu.
poddaj się słońcu, radości, życiu.
Ptasich okręgów podziwiaj klucze,
goń z wiatrem myśli, słowa, uczucia.

Zachwyć się, miły, krajem ojczystym,
drzewem, obłokiem, powietrzem czystym,
strumykiem, rosą, lotem motyla.
Kojącą ciszą, czarowną chwilą!

sobota, 17 lipca 2010

Homofobia


EuroPride w Warszawie. Kontrmarsz grunwaldzki. Poleciały butelki, jajka i odpalona raca.

Wstyd na całą Europę.
Ciemniak, kołtun i jełopa.
Wszechidioci sfrustrowani -
marsz grunwaldzki im się mani!

Paranoja

Nie wiem co słyszę, nie wiem co mówię.
Przegrzane dyski, czy mam dziś w czubie?
Ledwie kojarzę, chodzę w amoku
i wrogów widzę na każdym kroku.

Tusk zabił Lecha razem z Putinem,
a potem wszystko opili winem.
A tam w Warszawie znów wstrętni geje.
Złoty róg dynda, a tu kur pieje.

Tamci czuwają we dnie i w nocy,
aby się nie dać wrogom zaskoczyć.
Nieszczęśni bredzą, tak, jak na mękach,
z grymasem złości, z różańcem w rękach.

Prezes wypuścił z butelki dżina.
O moralności wciąż przypomina.
Od czci i wiary odsądza wszystkich,
sam zaś jest prawy. Już od kołyski.

Szaleństwa, kłamstwa, groźby, zarzuty,
moralny szantaż, spisek uknuty,
insynuacje, imperatywy.
Nasz świat obłędu. Nasz świat prawdziwy!

Przepis na dobry dzień

Mały promyk weź w dłonie,
przypraw lekkim uśmiechem,
dodaj trochę trochę fantazji,
miłych słów ciche echa.

Jeszcze szczyptę szaleństwa,
małą kroplę powagi,
odrobinę euforii
i zielone szparagi.

Wierzby długie warkocze,
lekki cień, chłód wieczoru -
dopraw sokiem z ogórka
i lawendy kolorem.

Krzyk jaskółki nad ranem
i wczorajszą rozmowę.
Zagęść to pocałunkiem -
dobry dzień już gotowy!

piątek, 16 lipca 2010

Szminka



Ust korale. Z ust korali -
znów mądrości się „wylali”.
Cierpliwego mam pilota,
ale wczoraj dostał kota!

Wyświechtane komunały,
oklepane już banały.
Na obliczu szminka świeci,
a w tej głowie same śmieci!

Niezależne media.

Wciąż to samo, do znudzenia.
Na okrągło pisbredzenia.
I powtórki razy tysiąc
albo więcej. Mogę przysiąc.

Plują jadem gęby znane,
nieustannie powtarzane.
Nienawiścią tak skurczone,
jak potrafią tylko one.

Bo jest news i trzeba bawić -
oglądalność tym poprawić.
Choć wykształciuch burczy z kąta,
to nieważne – lud ogląda.

Dziennikarze niezależni
nie przepuszczą żadnych bredni.
Wykształciucha boli głowa -
bo lud trzeba epatować.

PiSmeneli korowody
w poniedziałki, piątki, środy...
A lud łyka każdą papkę
i na więcej wciąż ma chrapkę!

czwartek, 15 lipca 2010

Wojna pod krzyżem


Ten symbol polskości i naszej wiary chce usunąć Żyd Tusk jeszcze przed sobotnią paradą zboczeńców (EuroPride -przyp.ewa*) - tak mówią obrońcy drewnianego krzyża przed Pałacem Prezydenckim. Czuwają dniem i nocą.

Tusk ukartował zbrodnię z Putinem
i zabił Lecha. To jego wina.
Krzyż też zabierze, bo wstrętni geje
tu kopulują. Krew się poleje!

Czuwają we dnie, czuwają w nocy.
Wyprane mózgi dają owoce.
Nieszczęśni ludzie z pianą na ustach,
z twarzą w amoku – w głowach zaś pustka!

Rzadko zamieszczam linki do reportaży. Ale ten polecam w szczególności, bo wyjątkowo realistycznie (drastycznie wręcz) obnaża potworną głupotę ciemnego ludu (w tym niektórych po studiach).
http://wyborcza.pl/1,75478,8139133,To_juz_jest_wojna_pod_krzyzem.html

"Musimy zakończyć szkodliwą wojnę polsko-polską"

Mimo tych słów Jarosława Kaczyńskiego - obłudnych, jak się szybko okazało - wojna polsko-polska trwa w najlepsze!
Właściwie, to nigdy się nie zakończyła, a tylko nastąpiło chwilowe zawieszenie broni na czas kampanii wyborczej. Teraz topór wojenny został odkopany, werble bojowe grają Marsza Smoleńskiego, a absurdalne oskarżenia zagończyków PiS z prezesem na czele osiągnęły już poziom zenitu.
Logika tych wywodów zatrzymała się na poziomie „nikt nam nie wmówi, że białe jest białe, a czarne jest czarne”.
Znów powróciło szantażowanie trumnami, tym razem „ruskimi” jak inteligentnie zauważył Brudziński.
20 kwietnia 2010 r. napisałam poniższy tekst, który był zamieszczony na blogu Stanisława, a nie stracił na aktualności.

Nie szantażujcie mnie trumnami

Nie szantażujcie mnie trumnami -
lekcję historii odrobiłam.
Ból w sobie noszę gdzieś głęboko -
to codzienności mojej siła.

I nie wciskajcie mi już, proszę,
kto tu jest Polak, kto katolik,
kto patriota, kto zaprzaniec -
niech o to głowa was nie boli.

Nie epatujcie mnie patosem,
bo mnie nie wzruszą tanie słowa.
Gdy dzwony jeszcze dzisiaj biją -
wy jad sączycie już od nowa.

Dajcie już spokój z agitacją -
duszy i tak mi nie zmienicie.
Odpuście łzy swe faryzejskie -
prawdę pokażcie swoim życiem.

Bo patriotą - ten co cicho
pracuje w znoju, dzieci chowa...
I ten co wiąże koniec z końcem.
Nie ten, co jadu sączy słowa!

środa, 14 lipca 2010

Szambo wybiło


Brudziński: Tusk zostawił ciało prezydenta „w błocie (...) w ruskiej trumnie”

Nikt nie opróżniał, a więc wybiło.
Wszystkim się wkoło zrobiło „miło”.
Fetor się rozlazł, jak ta zaraza,
tylko moherom to nie przeszkadza.

Trzeba do walki ludek zagrzewać,
żeby z miłością ciągle mógł śpiewać,
że kocha guru i jego zgraję,
bagienne wizje, szambowe raje.

Więc propozycję ciemny lud dostał,
żeby w tym szambie na zawsze został,
w którym nikczemność - szybko buzując -
z podłością wszelką wciąż konkuruje.

Siedźcie więc sobie w gównie do woli,
jeśli myślenie was bardzo boli.
I nie wyłaźcie już z tego smrodka,
skoro lubicie aurę wychodka!

Ogórki



A wszystko przez Jaśka juhasa i jego wątek na FSK oraz Mistrza Gałczyńskiego, który twierdził, że ogórek nie śpiewa.

Sezon przyszedł. Matki, córki -
wszystkie kiśmy dziś ogórki!
I niech chłopy stają w szranki,
by zakisić – dla kochanki,
żonki, mamci i córeczki -
małosolne ogóreczki!

Ten malutki cud natury
z polityką dziś w konkury
dzielnie staje, nęci, kusi...
Tak więc już zwyciężyć musi
ten kiszony, czy surowy.
By go zbrakło – nie ma mowy!

Przepis łatwy tutaj podam:
słój, ogórki, sól i woda,
korzeń chrzanu, kopru dużo,
liście dębu – bo mu służą
te przyprawy i korzenie.
Dalej – no, już się nie lenię -
czosnku dodam też troszeczkę,
liście wiśni lub porzeczki.

W słój warstwami je układam,
trochę przy tym śpiewam, gadam...
I za dzionków niezbyt wiele -
ciach! - ogórka na widelec!
***
On nie śpiewa? - jestem anty!
- choć tak głosił Mistrz Konstanty -
to ja mówię Jemu szczerze,
że w te brednie ja nie wierzę!

Gdy ogórka w słoik wbiją
śpiewa nam „O sole mio”,
bo za słonkiem jest stęskniony,
gdy się kisi posolony.

Kiedy leży na zakąskę,
wtedy niczym słowik kląska
z podchmieloną lekko zgrają
i „Górala” ton podaje.

Nuci gościom, gdy ich zmorzy,
„Wszystkie rybki śpią w jeziorze”,
a więc, Mistrzu mój szanowny,
śpiew ogórka - nieodzowny!

wtorek, 13 lipca 2010

Ruch Poparcia Janusza Palikota

Szanowny Panie Pośle!
Popieram wszystkie Pana inicjatywy w dążeniu do wyjaśnienia prawdy o katastrofie smoleńskiej. Niekonwencjonalne metody i język, jakim się Pan posługuje, nie budzą mojej niechęci, gdyż uważam, że dzięki swojej ekspresji zwrócą uwagę na zakłamanie i cynizm, jakimi posługują się Pana przeciwnicy polityczni. Gratuluję determinacji i odwagi. Życzę wytrwałości i pozdrawiam serdecznie.
Ewa, Lublin.

http://www.ruchpoparciapalikota.pl/

Pianino prezesa

To nie rekwizyt – otwarte nuty,
łagodne dźwięki bez cienia buty,
kojące ucho tonacje zgody,
patriotycznych brzmień korowody.

Klawisze inne teraz trącane.
Już tylko forte, zniknęło piano.
Rytmicznie dźwięczą butną melodią,
mroczną, cyniczną, mściwą, niezgodną.

Klawiszem Pałac, krzyż, fotografie,
komisje śledcze, męczeństwo, afisz,
homilie, modły, kwiaty i znicze,
uroczystości i miesięcznice.

Dźwięki żałobne, patos, cmentarze...
Akordy pełne, mocne pasaże.
Prezes zaś siedzi wciąż przy pianinie -
koncert na nerwy i wiatr w kominie.

Prezes ma talent, muzyczne ucho.
Pianino dźwięczy, ciemny lud słucha.
Jaki to utwór? Ja wszystkim zdradzę -
to Marsz Smoleński! Z krzyżem po władzę!

poniedziałek, 12 lipca 2010

Arogancja


Nie współpracuje bez przeprosin

Bufon przemówił, cynik zaszalał.
Polskie piekiełko dalej rozpala.
On nie przeprosi za swoje blagi,
insynuacje, kłamstwa, zniewagi.

Nikt cię, prezesie, nie potrzebuje,
bo mądry z kłamcą nie współpracuje.
Z twą arogancją i zakłamaniem
może w Toruniu etat dostaniesz?

Nie!



Nie fałszujcie historii,
krzyż zostawcie w spokoju.
Już nie róbcie krucjaty,
nie wzywajcie do boju.

Każdy powód jest dobry,
aby pożar rozniecić,
naród skłócić, omamić
i konflikty znów wzniecić.

Krzyż, to nie jest instrument,
by nim grać tak cynicznie,
by symbolu używać
do swych gier politycznych!

Nam nie trzeba przedstawień,
waszych kłamstw, hipokryzji.
Nie tykajcie symboli,
nie wciskajcie swych wizji!

niedziela, 11 lipca 2010

Kazimierz Dolny nad Wisłą



W wolnych chwilach tu zaglądam -
moje miejsce na tej ziemi...
Rynek, Fara, Klasztor, Wisła,
kamieniczki i podcienia.

Czas mi tutaj wolniej płynie,
upał mniejszy, wieje wietrzyk,
a jaskółki w swym balecie
przecinają w krąg powietrze.

W cień wąwozów dziś umknęłam -
szumem dębów zachwyciły.
Po wędrówce w letnim skwarze
miłym chłodem uraczyły.

Upalne impresje

Przełamane kolory zieleni,
niebo dyszy wyblakłym podmuchem.
Upał zaległ, położył się w cieniu,
pod akacją gdzieś zasnął na brzuchu.

Świat pulsuje wolniejszym już rytmem,
wszystko wokół leniwe się staje.
Pszczoły samby nie tańczą na lipach
i jaskółki też wolniej śmigają.

Każdy promyk zanadto mnie parzy,
w światłocieniach gorącem paruje.
Rym mi uciekł na drugie podwórko.
Zimne piwo jak nigdy smakuje.

Lekki wietrzyk przyfrunie wieczorem
i z firanką zatańczy, nim ścichnie.
A na okno świerszcz do mnie przyleci
i na skrzypkach mi zagra lirycznie.

sobota, 10 lipca 2010

Hucpa



Znów biją dzwony, klub PiS-u klęka.
Wciąż pod Pałacem żałoba, męka.
Kwiaty i znicze, stroje żałobne,
w czerni panowie, damy nadobne.

Przegrańcy hucpę robią z żałoby,
już zapomnieli gdzie Wawel, groby.
Wiece na pokaz i prowokacja -
tylko im taka przyświeca racja!

Za mała kratka


Prezes poznańskiego PiS dostała sygnały, że kratka Kaczyńskiego była za mała.

Jacyś szatani w drukarni byli -
za małą kratkę w kartkę wsadzili.
Sprawa cyklistów, Żydów, masonów,
czy jakich innych czarnych ogonów?

Trzeba powołać śledczą komisję,
szybko wyznaczyć jej nową misję.
Beatę zrobić przewodniczącą
i żadnych obcych – niech tu nie jątrzą.

Problem palący rozwiązać trzeba.
To wola PiS-u, ludu i nieba.
Beata zgłębi każdą zagadkę,
więc dla niej kratka stanowi gratkę.

Kratka jest mała, bo ptaszek mały.
Przegrał z kretesem, popadł w opały.
Więc go Beata pogłaszcze czule,
bo wszystko małe ma ten bidulek.

Beata męczy się w pocie czoła.
Nikt jej talentów przebić nie zdoła.
Już krzyczy o tym jakaś jaskółka,
że sprawcą został Putin i spółka!

piątek, 9 lipca 2010

Stańczyk



Nic się nie dzieje i cicho sza.
Prawdę pod dywan zamieść dziś trza.
Stańczyk zaś powie nawet królowi,
to, co po cichu myślą ludkowie.

Bo Stańczyk władców nie raz zawstydził,
a hipokryzją zawsze się brzydził.
Jędrnym językiem mądrości głosił,
o zmiłowanie nigdy nie prosił.

Język jak brzytwa, co kołtun ścina,
ciemnota blednie, moher się zżyma.
Plują na niego faryzeusze,
żeby sumienia swoje zagłuszyć.

Chcą go ukarać za prawdy słowa -
jak za komuny. Rzecz to nie nowa.
Gdzieś pobrzmiewają Stalina echa.
Tylko epoka, tak jakby nie ta!

czwartek, 8 lipca 2010

Rewelacja!



Nelly nam się objawiła,
(ni to pies, ni wydra....)
Nową prawdę nam odkryła -
kto wybory wygrał.

Gdyby ktoś niedzielę przespał,
albo, gdy ktoś nie wie,
to, za Nelly, mu wyjaśnię,
że to wygrał prezes!

Więc serdecznie gratuluję,
bom jest sprawiedliwa.
Z życzeniami, oby zawsze
tylko tak wygrywał!

Linia dejarkacyjna

Znalezione w necie, autor nieznany.
Takie to piękne, że pozwoliłam sobie zacytować w całości -
z własną ripostą na końcu.

Gdy wycieczka, jadąc autobusem,
na postoju w las zasuwa kłusem,
by w jedną stronę mogły pójść One,
powinni Oni iść w drugą stronę.

Zróbmy więc podział, mocą ustawy:
lewa dla Lewych, prawa dla Prawych!
Według stron świata - tak jak w atlasie -
ziemie na wschodzie Prawym odda się,
bo podział przecież uwzględnić musi,
że stamtąd bliżej do Białorusi.

Niech w Białowieży, u Pana Włodka,
nasz Jarek z Olkiem z Mińska się spotka:
Rzeczpospolitą Dwojga Narodów
niech proklamują. Oni z zachodu,
Litwa z północy Kreml wezmą w kleszcze.
Z południa Gruzja włączy się jeszcze.
Wraz z Łukaszenką i Saakaszwili
wyrwie Kaczyński po krótkiej chwili
z łap zakrwawionych wrażych Moskali
to, czego sami nam nie oddali.

Lewi zaś - zgnili, bezideowi -
niech biją czołem ku Zachodowi.
Za parę euro ziemię po ojcach
Tusk zdrajca odda w ręce folksdojcza.

Ze spadkobiercą pruskiej Hakaty
będzie się bratać, przechodzić na -ty.
Ujrzą współcześni szkołę we Wrześni
z chłopem Drzymałą, choć im się nie śni,
jaki im Merkel (Adolfa córka)
z tą drugą - Steinbach - zrobią Kulturkampf.

Stolicę będą mieli, jak chcieli,
w Strasburgu albo inszej Brukseli.
Gubernatora w Posen osadzą.
I niech się płaszczą przed obcą władzą.
I niech się wiją pod szwabskim knutem
wstrętne Lewaki, z sumień wyzute.

Wnet każdy Lewak w dupsko dostanie
za to, że Prawo było mu tanie,
a Sprawiedliwość z Solidarnością
były mu mrzonką oraz marnością.

Za to, że kpili z nas patriotów,
że każdy sprzedać Ojczyznę gotów,
że Prezesowi zaszczuli brata,
głos chcieli oddać na renegata,
i że tam stali, gdzie ZOMO stało,
niech teraz oni dostaną pałą.

Wszystkim gwarancję dajmy ustawą,
że mogą wybrać - w lewą czy w prawą.
By móc przemyśleć, co kogo kusi,
vacatio legis jakieś być musi.
***
Lecz - gdy upłynie czas na namysły -
niech nikt już nie śmie przekraczać Wisły.

Wynalazł AJW (Tagi: satyra | wiersz | Internet)

A oto moja riposta:

Tutaj riposta, bom bez wątpienia
ja także Lewak. Sumienia nie mam.
Stoję w rozkroku w wielkiej rozterce.
Na Prawej mieszkam – w Lewej me serce.

Brata zaszczułam, stałam gdzie ZOMO.
Działałam jawnie. Nie po kryjomu.
Na renegata głos swój oddałam,
tą ich prawością się nie skalałam.

Nie mam beretu, dyra nie znoszę,
parasol tylko na deszczu noszę.
Czarnych nie chwalę, tępię obłudę,
ich cały cynizm, truchła i cuda.

Palikot dla mnie, to mądry człowiek -
wszystko, co myślę, jasno wypowie.
Od hipokrytów tego wyzywam,
co dziś Janusza chamem nazywa!
***
Lecz gdy upłynie czas na namysły,
nie będę chciała przekraczać Wisły.
Tutaj zostanę, bo tym się chlubię,
że kocham wolność. Getta nie lubię!

środa, 7 lipca 2010

38 milionów Polsk

Jest wykształciuchów i jest roboli.
Zbliżony język - kiedy coś boli.
Choć chleb codzienny podobny jedzą,
jakoś niewiele o sobie wiedzą.

Radiomaryjna - feministyczna,
hiperpobożna i polityczna.
Inne języki, świata widzenie.
I niemożliwe porozumienie.

Warszawsko-gdańska i z Kozich Pałek.
Druga ciekawsza, niż im się zdaje.
Pierwsza - miłością do siebie pała,
a o tej drugiej już zapomniała.

Polska pracusiów i obiboków,
prosto idących i chwiejnym krokiem.
Tych, co czytają wielkich poetów
i tych już wtórnych analfabetów.

Ten podział można ciągnąć bez końca.
Wszyscy żyjemy pod jednym słońcem --
i ta wczorajsza, i ta dzisiejsza.
Więc która Polska jest najważniejsza?

wtorek, 6 lipca 2010

Jaki pan, taki kram


Strona prezydent.pl zamieściła antydatowaną informację

Czyżby państwo nie wiedzieli,
co się stało od niedzieli?
PIS-obsługa mściwy ludek.
Tyle powiem - bez ogródek!

Po wyborach

Już za nami są wybory.
Politycy mają gratkę.
Są popisy, kłamstwa, brednie,
plucie jadem - na dokładkę.

Zaczynają ostrzyć zęby,
ring jest gotów, kurz opada.
Gong niebawem znowu zabrzmi,
bo gawiedzi wciąż gromada.

Rozliczają cudze grzechy,
belki w oku swym nie widząc.
Hipokryzja, absurd, teatr -
tu aktorzy się nie wstydzą.

Różne role w życiu gramy,
czasem główne, czasem w planie.
Lecz na scenie politycznej,
proszę panów, się nie kłamie!

poniedziałek, 5 lipca 2010

WYGRAŁA DEMOKRACJA!



Cieszę się bardzo i gratuluję z całego serca, Panie Prezydencie!
Najważniejsze dla mnie jest to, że zwyciężyła demokracja, państwo prawa, gospodarka rynkowa, reformy i proeuropejskie widzenie przyszłości. A porażkę poniosła polityka ksenofobii, zaścianka, kłótni, wiecznych frustracji, psucia prawa i IV RP.

Dziękuję za pełną kultury i skuteczną kampanię, chociaż na początku miałam trochę zastrzeżeń do sztabowców (nie w zakresie kultury).
Dziękuję za hasło "Zgoda buduje"; jego siła emocjonalna odniosła sukces, bo poszliśmy do urny w obronie zgody.
Dziękuję, że Pan nie dzielił Polaków na tych z Polski A i tych z Polski B.
Dziękuję, że najpierw podziękował Pan Tadeuszowi Mazowieckiemu.
Dziękuję za pełne powściągliwości słowa po pierwszych wczorajszych sondażach (miałam duszę na ramieniu do rana!).
Dziękuję, że będziemy mieć trochę spokoju, bo nie mamy już czasu na eksperymenty z Polską.

Nadzieja


52,63% do 47,37% dane z 95% obwodów

Ona ma siłę i radość,
choć może trochę za mała.
Dzisiaj na świat patrzę raźniej,
bo mimo wszystko przetrwała.

Nie chowa się wcale przede mną,
choć taka drobna i cienka.
Weszła przez dziurkę od klucza,
w jasnozielonej sukience.

Teraz o jedno cię proszę -
żebyś się nie ulotniła.
Rozgość się tutaj na dobre.
Chcę, byś się w pewność zmieniła!

niedziela, 4 lipca 2010

Dwie sprawy na dzisiaj




Graj z Owsiakiem, nie bądź skąpy,
będą nosze, będą pompy,
agregaty, moc kapoków.
Dorzuć grosik – nie stój z boku!

Zajrzyj jeszcze do lokalu
i marzenia swe namaluj.
Zadecyduj o swym losie.
Wkrótce będziesz miał pokłosie!

Kiełbasa wyborcza



Produkt znany, całkiem świeży,
dla dorosłych, dla młodzieży,
emerytów, przedszkolaków,
naukowców i strażaków.

Wybór tu nie byle jaki -
zapełniono wszystkie haki.
Towar pierwszej jest jakości -
Samo mięsko, zero kości!

A więc mamy pałacową,
podwawelską, budżetową,
podhalańską i zdrowotną -
na ból głowy i napotną.

Dużo było mundurowej,
kombatanckiej – bardzo zdrowej,
zasiłkowej z dopłatami,
powodziowej - nad wałami.

Lewicową też podano,
sosem Gierka ją podlano.
I sportową z basenami,
olimpijską z medalami.

A najwięcej było wolskiej
i ludowej, mocno swojskiej,
poetyckiej z przyśpiewkami,
moherowej z beretami.

Szybko grilla więc szykujmy,
asortyment degustujmy,
bo wszak potem, mój kochany,
będzie przeterminowany!

sobota, 3 lipca 2010

Pomysł na ciszę

Zamów mszę za Jarosława -
tak wymyślił kaczy ludek.
Jak wymyślił – tak też czyni
i świątynie pełne trzódek.

Kto tam lepszym katolikiem,
niech osądzi nas Odwieczny.
Przyjdzie na to pewnie pora
gdzieś na Sądzie Ostatecznym.

Jeśli chcesz wojenkę wybrać,
to zastanów się przez chwilę.
Pył bitewny wnet opadnie -
lud jak zwykle weźmie w tyłek.

Jeśli nie chcesz, by za Ciebie
ktoś wybierał, decydował,
znajdź w niedzielę trochę czasu,
żebyś później nie żałował!

Lipcowe impresje

Błogi spokój rozlany w powietrzu,
aromaty i niebo pogodne.
Pełne dzwonków i malw są ogrody,
a na stawie lśni krąg lilii wodnych.

Jakaś chmurka leniwa w oddali
chciała słonka zasłonić oblicze -
wiatr ją skarcił, więc się obraziła
i zabrała puszysty szaliczek.

Okno moje otwarte na oścież,
gwar ulicy powoli się skrada.
Trzmiel ubrany w złociste futerko
swoim basem już dzień zapowiada.

Na stoliku wczorajsza robota,
kilka wspomnień i garstka mych marzeń.
Kwiat lawendy błękitem zaprasza -
zaraz wstanę i kawę zaparzę.

piątek, 2 lipca 2010

Ambicje


Zdjęcie z Twittera-Agnieszka Pomaski

Kaczyński o Gierku:
"Choć był komunistą, to był komunistą patriotą. Opozycję jakoś tam tolerował, a nie zamykał. Śmiano się z tego 10. miejsca na świecie (PRL miała być 10. potęgą gospodarczą świata), a ja się nie śmiałem. Wiedziałem, że to nieprawda, ale uważałem, że to zdrowa ambicja. Miał nawet ambicje dalej idące, takie mocarstwowe. Uważam to za dobre." (źródło: Gazeta Wyborcza).

Za tę ambicję będziemy jeszcze płacić do 2024 roku. Wtedy oddamy ostatnie pieniądze wierzycielom.
Prof. Adam Gierek, europoseł i syn byłego pierwszego sekretarza PZPR, zdecydował, że poprze w wyborach Bronisława Komorowskiego. Pięć lat temu poparł Lecha Kaczyńskiego.
Wychodzi na to, że dzięki prezesowi kandydat PO może liczyć na przynajmniej jeden głos extra!

Normalność



Wciąż w oparach absurdu,
nowe pozy i maski.
Kiedy wreszcie normalność
nam powróci do łaski?

Kiedy cieszyć nas będą,
zwykłe sprawy, kolory,
kto znów życiu przywróci
mądre prawdy i wzory?

Patrioci nam nowi
sypią się, jak z rękawa,
ci z minionej epoki,
co goryczą napawa.

Nie wierz w brednie, fantazje
i półprawdy, Rodaku.
Nie wierz w czcze obietnice
warte mniej, niż funt kłaków.

I nie grzęźnij już w sporach,
ani w mrokach przeszłości.
Przyszedł czas, byś nareszcie
oddał głos normalności!

czwartek, 1 lipca 2010

Cienki krawat Jarosława



Wciąż banały, obietnice -
on da więcej - bez pokrycia.
Cienki krawat, cienkie zdania
i nic więcej do dodania.

Demagogia, powtarzanie,
męża stanu udawanie.
A uwierzyć w te miraże
mogli tylko ... dziennikarze!

Jeszcze jeden mazur

W pięknym kraju gdzieś nad Wisłą
kampania się toczy.
Wszystkim liczka pokraśniały
i rozbłysły oczy.

Kandydaci w szranki stają,
wokół już tokują,
swoje wdzięki niewątpliwe
dziarsko prezentują.
Swoje wdzięki niewątpliwe
dziarsko prezentują!

Jarek czule obiecuje
i szabelką brzęka,
lecz Bronkowi ni do pasa,
ni do pięt nie sięga.

Cyt, wyborco, nie płoń liczka,
bo Jarek niestały,
tu o pałac wre potyczka,
nie wierz w te banały.
Tu o pałac wre potyczka
nie wierz w te banały!

Nie daj mu się więc ogłupić
i miej to na względzie,
że innego prezydenta
przez pięć lat nie będzie.

I chodź nam posyła dzisiaj
uśmiechów szwadronek,
na nic wszelkie te umizgi,
bo zwycięży Bronek.
Na nic wszelkie te umizgi,
bo zwycięży Bronek!