poniedziałek, 28 lutego 2011

Co do kawy?



Kiedy myśli uparcie nie łączą się w słowa,
gdy poranne lenistwo mnie bierze w objęcia,
co Wam podać do kawy, jaki rym przygotować,
wyobraźnię rozświetlić, do radości zachęcić?

Szczęście? Miłość? - za często nie będę powtarzać,
każdy dziś ma swój przepis na życia przyprawy,
zima już się znudziła, nie będę nią zrażać -
cóż mam podać, by każdy miał wierszyk do kawy?

Więc już kiedy nie mogę rozstrzygnąć problemu,
gdy już wiem, że nic nie wiem, lecz myślę przytomnie,
głowy łamać nie będę, bo niby to czemu,
i poczekam, z czym dzisiaj przyjdziecie Wy do mnie.:))

niedziela, 27 lutego 2011

Prawdziwą poezją



Prawdziwą poezją jest wiosna i lato,
jesieni kolory, gorące kochanie,
poranki srebrzyste, wieczory i kwiaty -
nie trzeba metafor, obronią się same.

Prawdziwą poezją jest słońce, szmer liści,
szum wiatru, muzyka, obłoki różowe,
i sny me wczorajsze, dzisiejszy bieg myśli
w palecie mych marzeń tak wciąż kolorowej.

Spojrzałam za okno, rym uciekł o świcie,
już nie wiem, jak wierszem dzień szary przyprawić...
Prawdziwą poezję dostarczy mi życie -
ten ogród, co sercem go trzeba uprawiać.:)

sobota, 26 lutego 2011

Iskra



Podchodzę cicho i uroczyście,
chwila ulotna, więc ja na palcach,
z mroku powstaje na niebie czystym
iskra jutrzenki różanopalcej.

Jeszcze troszeczkę jest rozespana,
chmurką przysłania senne swe oczy
chwytam ją szybko, nim mglisty ranek
bladą szarością na niebo wkroczy.

Trzymam tę iskrę z ciepła odczuciem,
dzień mi maluje radości kreską,
dziś nie pozwolę nigdzie jej uciec,
będę wędrować z nią aż do zmierzchu.:)

piątek, 25 lutego 2011

Scena



Wśród trosk codziennych, zawirowań,
wszyscy czekamy na te chwile,
co przyszłość jeszcze w sobie chowa,
skrywając nam do szczęścia bilet.

A scena życia, jak ruletka,
czasem fortunę nam przynosi,
uśmiecha do nas się od dziecka,
lub może skraść ostatni grosik.

Wciąż upadamy i wstajemy,
coraz bogatsi w doświadczenia,
wierzymy w czas, że barwę zmieni
i jawą staną się marzenia.

Nie mówcie mi, że to herezja -
jesteśmy sceny tej aktorzy,
dbajmy, by grała nam poezją,
nie tylko tekstem zwykłej prozy.

czwartek, 24 lutego 2011

Wiosenne rymy



W mych wierszach wiosna wije gniazda,
puszczają lody, nikną śniegi,
wciąż szukam ciepła nowych nazwań,
kolorem barwię słów szeregi.

Lutową srogość w kwiaty stroję,
już rzędy liter pachną bzami,
oplatam serce, jak powojem,
uczuciem miękkim, w słów aksamit.

Strofy śpiewają mi kantaty,
rym, jak skowronka trel radosny,
choć drzewa w szronu srebrnych szatach,
z miłością w duszy czekam wiosny.:)

środa, 23 lutego 2011

Torebka



W mojej torebce - cała codzienność,
wszystko, co trzeba każdej kobiecie,
tak oczywiste i tak niezbędne,
jak błękit niebu, jak wiersz poecie.

Notes, długopis, parę grzebieni,
bilet na pociąg, co już odjechał,
małe lusterko, w nim smużka cienia
czasu, co nie chciał na mnie poczekać.

Kłębuszek planów dziś do zrobienia,
guma do żucia i paczka fajek,
kasztan, zebrany zeszłą jesienią,
gdy mnie tęsknota gnała za majem.

Jakieś pigułki od bólu głowy,
wiersz na kolanie gdzieś napisany,
stare przylepce, perfum flakonik,
list, co nie doszedł, bo niewysłany...

Guzik od bluzki, jasna pomadka,
co różnych grzechów ślady ukrywa,
kwity do pralni, chusteczek paczka,
ze łzami czasem tak różnie bywa...

Intymna przestrzeń ze szpargałami,
mogę wymieniać mnóstwo jej zalet,
lecz cicho westchnę, między wierszami,
że czasem... kluczy nie mogę znaleźć...

wtorek, 22 lutego 2011

Cyperiada (estimada)


Dzisiaj wyjątkowo proponuję poemacik cypryjski autorstwa Estimado, który wczoraj odwiedził ogródek i zostawił w prezencie link do swojego wiersza (pod postem Odcienie miłości, z niedzieli wpis 14:22). Myślę, że warto opublikować go w całości.

CYPERIADA (estimada)

Po kraju naszym się rozniosło,
że dwom szacownym wielce posłom,
Karskiemu wraz ze Zbonikowskim,
zdarzyło się raz zapić troski,
i nie myśl, prosty śmiertelniku,
że to skończyło się na łyku,
albo na dwóch lub góra trzech.
Polska wszak większa jest od Czech,
tyle więc trosk na barkach posła,
że Litwa by ich nie uniosła,
logiczne więc, że i paliwa,
by unieść, więcej się doliwa.
Ba - sama ta arytmetyka
to asumpt do tęgiego łyka...

Gdy poseł łyknie, aż do rana
wstępuje w posła duch ułana
i za wierzchowcem się rozgląda.
W Egipcie - wsiadłby na wielbłąda,
w Indiach - na słonia, na terenach
podbiegunowych zaś - na rena.

A tutaj nic - Śródziemne Morze,
pośrodku wyspa - twardy orzech
trafił się więc kawalerzystom.
To jeszcze raz - podwójną czystą!
Alkohol wróg - lejąc go w twarz
rzekł druh do druha: "Bą kuraż!"
a że ułani to nie beksy,
zgrabnie dosiedli dwa meleksy
i szablę w dłoń - kurs każdy bierze
ku swej kolejnej Somosierze!

Nie, nie opiszę samych zmagań,
lepszego pióra to wymaga.
Weźmy na przykład taką Grecję:
Tam mieszka Homer - ten to spec jest
od scen bitewnych oraz przewag.
Nie to, co ja, wioskowy śpiewak...

Ja, skromnie, cicho, co najwyżej
tragiczny obraz Wam przybliżę
tego, co na bojowym szlaku
zostało, nim się skończył aku-
mulator w obu tych rydwanach
i zanim słońce wzeszło z rana,
a heroiczni dwaj ułani
legli w swych łożach skacowani.

Wyjdźmy więc na pobojowisko.
Szerokie jest i długie. Blisko,
w promieniach słonka tego ranka
ciut nadkruszona stała ścianka
a przytulony do tej ściany
stał jeden meleks, roz...trzaskany,
bo gnał pod jednym bohaterem,
co słabo rozpoznawał teren.

A teraz zejdźmy trochę niżej,
gdzie morska fala plażę liże,
jak Mars Ateny lizał łono,
aż tam falochron postawiono,
by ten porywczy nazbyt bóg
tylko je lekko muskać mógł,
nie zaś pożerać niczym mięsko.
Tam szturm zwycięską skończył klęską
drugi apokalipsy jeździec:
Zbyt zaufawszy swojej gwieździe,
ku twardej tej przeszkodzie ruszył,
ale jej nawet nie nadkruszył,
bo była jak ten mur trojański,
co się nie boi szarż ułańskich.

Na niej niejeden Marsa zapęd,
by głębiej wtargnąć między uda
bogini, zwiądł i stracił napęd.
Tak więc, choć wiara czyni cuda,
łajdaces zaś fortuna iuvat,
nie triumf był to, lecz obsuwa:
bo on - łon żeńca łanu Polek -
przy szturmie na falochron - poległ.

Ściślej - nie on, lecz jego rumak.
On zaś, "czut' pjan, no nie biez uma!",
z braku wierzchowca kończąc boje,
czym prędzej ruszył na pokoje.

Nazajutrz - ot, los bohatera -
klamoty każdy z nich pozbierał
i w świat ruszyli, by szlak chwały
kontynuować swój wspaniały.
* * *
Daleko byli już herosi,
aż tutaj dziennik nam donosi,
że na tej wyspie, gdzieś, gdzie kraniec
cywilizacji, chce zasraniec
jakiś od naszej delegacji
znacznych wojennych reparacji!

Ci dwaj zaś, mężnie, ale skromnie
pytali: Czy to mowa o mnie?!
Ech, trudno jest opisać wierszem
ich oburzenie. Bo po pierwsze,
każdy z nich dawno już bezsprzecznie
w swoim łóżeczku kimał grzecznie!

Po drugie, spał też nocny strażnik.
Jego zeznania unieważni
Prezes Kaczyński i ośmieszy
(po przywróceniu Czwartej Rzeszy).

Po trzecie, było "ol inklud!"
Żądać dopłaty - próżny trud!

Po czwarte, meleks nie był nowy.
O kupę złomu taki skowyt?

Po piąte, jechał w tym meleksie
ktoś inny. Z ucztą naszą zbiegł się
fakt ten przez spisek. Strzał zza węgła.
Tam ruska mafia się zalęgła,
co z WSI ją łączą nitki.
Uknuli taki spisek brzydki,
by mężom stanu i herosom
szmal zabrać i wypuścić boso,
i jeszcze opluć przy okazji.
Poszlaki wiodą wprost do Azji -
na Kreml, Łubiankę, Budy Ruskie.
Za sznurki ciągnął Bronek z Tuskiem.

Po szóste, teren zryty wrednie.
W dołki się tam nie trafia we dnie,
lecz w nocy jest to, ja pier... ,
minowe, nie golfowe pole.
W nocy w te dziury bez omyłek
wjeżdża się jak w Prezesa tyłek,
i jakiś patent sukinsyny
mają, że i bez wazeliny...
* * *
Dzikie zwyczaje na tym Cyprze.
Mąż stanu się zarzutów wyprze
i by dać wyraz swej żenadzie,
na ichni pozew lachę kładzie,
a sąd go nie oddala gładko,
lecz daje wiarę jakimś świadkom.

O reparacjach nie ma mowy.
Zawiodły Cypryjczyków głowy.
Jak wszyscy tacy, to źle wróżę
śródziemnomorskiej ich kulturze.

Ech, demokracji tam nie dość, i
brak prawa i sprawiedliwości...

autor: estimado

poniedziałek, 21 lutego 2011

Co mi nowy dzień...



Co mi nowy dzień przyniesie,
gdy za oknem ledwo świta,
ile wzlotów i uniesień,
wstaję szybko i nie pytam.

Smak radości, czy rozpaczy
okruch szczęścia, beznadzieję,
nie odgadnę, lecz wyznaczam
linię działań na nadzieję.

Ideały nie istnieją,
samo nic się nie chce zrobić,
nim minuty spowszednieją,
do radości się sposobię,

Trzeba szybko ją nastroić,
rytm powtarzać co godzinę,
by od świtu aż do zmierzchu
w każdą wdarła się szczelinę. :)

niedziela, 20 lutego 2011

Odcienie miłości



Pierwsza jest nieśmiała i ukryta w wierszu,
z majowym rumieńcem, o fiołkowych oczach,
z piegowatą buzią, kołataniem w sercu,
z wróżeniem na listku, czy mnie jeszcze kocha.

Potem już dojrzała, daje nam spełnienie,
rozkwita urodą, w barwach nurza toni,
nie żałuje sercom szeptów i uniesień,
pocałunków, pieszczot, czułych splotów dłoni.

Bywa też zaborcza, nie znająca granic,
nieodwzajemniona i burząca spokój
swoim egoizmem, gdy nie patrząc na nic,
zmienia się w udrękę, rani słów potokiem.

Krótka i ulotna, przychodząca znikąd,
jak zefiru powiew, jak motyla trwanie,
ta na długie lata, co o czas nie pyta,
druga i kolejna - zawsze jak poranek.

Każda zmienia życie, innym nurtem płynie,
szarość dnia przebarwia w kolorową tęczę,
bez niej tylko trwaniem wszystkie dni, godziny -
z nią, w meandrach losu, odrobina szczęścia.

sobota, 19 lutego 2011

W rytm oczekiwania



Jak każdego ranka stroję dobre myśli
w rytm oczekiwania na nadejście ciepła,
między strofek dźwięki wypisuję wszystko,
w ciche drgania serca nowy dzień oblekłam.

Świt za oknem wstaje o godzinę wcześniej,
ptaki znów radośniej dają znać o sobie,
chociaż ogród tonie w zimnej bieli jeszcze,
witam wciąż nadzieją każdą nową dobę.

I choć nie obudził śpiewem mnie skowronek,
już jest niedalekie pierwsze wiosny tchnienie,
słońce za mym oknem jakby mniej zamglone,
daję mu się uwieść dziś na pokuszenie.:)

piątek, 18 lutego 2011

Ballada za darmochę


Ranniki w Ogrodzie Botanicznym poczuły wiosnę.
**********************************************************

Ballada za darmochę
(Przyrzekam, że więcej takich tematów w wierszach nie poruszę. Co innego mi w duszy gra... Może tak bardzo się nie narażę? Wybaczcie...)

Niestety, przez lata już słusznie minione,
ktoś wpoił rodakom naiwne postawy,
że nie jest to ważne, co przez nas zrobione,
lecz ile nam państwo dać zechce łaskawie.

Opiekę dawali od wczesnych lat w żłobkach,
za małe pieniądze obiadki też w szkole,
by lud pracujący w swych miastach i wioskach
za darmo szczęśliwą od dziecka miał dolę.

Kolonie, obozy, stołówki, aż miło,
po szkołach też państwo dawało etacik,
cóż z tego, że z pracy efektu nie było,
pensyjka leciała, z atłasku krawacik.

I związki dawały ci wczasy wspaniałe,
i tanią cebulę, ziemniaki, herbaty...
Po latach na pralkę, a jakże, bon miałeś,
i z ciemną kuchenką pokoik - na raty.

Wiadomość dotarła przez radio o czasie,
skąd pochód majowy o której, gdzie rusza,
a po nim dostałeś bez kartek kiełbasę
i wszystkim z wdzięczności cieszyła się dusza.

Rolnicy, to byli paniska prawdziwe,
bo państwo im kredyt przyjaźnie dawało,
a z POM-u im ciągnik zaorał wnet niwę,
jak tam się któremu za bardzo nie chciało.

Przyleciał samolot i hurtem opryskał,
a kombajn uzbierał, co pole zrodziło,
bank wszystko rozliczył, a rolnik też zyskał,
bo z tego mu grosza ciut jeszcze przybyło.

A jaka radocha, jak statek na święta,
z kubańskim towarem, z krainy wyśnionej,
cytruski nam przywiózł, jak każdy pamięta,
trzy sztuki na buźkę, no... tak wyliczone.

A potem już tylko wciąż lepiej i lepiej,
karteczka na cukier i flaszka na łebka.
Za kupon dostałeś ser lepszy też w sklepie,
z zamianą na majtki lub ciepłe skarpetki.

Eh! Życie to było jak w bajce, a teraz
my biedne sieroty, po pas zasmarkane,
płaczemy, że państwo nam wszystko pożera,
i nic za darmochę już nie chce być dane.
________________
Kornie chylę głowę i czekam na razy...

czwartek, 17 lutego 2011

Pobudka!



Pod powiekami taka senna cisza,
rozkoszą ciepło zmysłom moim daje,
słońce lśni złotem w pełnym swym zenicie...
Ty, ja i ogród, który pachnie majem.

Wiatr lekko muska opalone ciała,
jaśmin zapachem zmysłów żar pobudza,
z płatków jabłoni dywan nam usłałam...
nad horyzontem zbiera się gdzieś burza.

Nagle krzyk wdziera się do mojej ciszy,
upiornym dźwiękiem w każdy nerw mi wnika,
żegnaj śnie piękny, wiatr już nie kołysze...
Wstawaj, kobieto! - ostry głos budzika.

Za oknem dzisiaj znowu minus dziesięć,
pewnie magnolia marznie pod chochołem...
Ile dni jeszcze zima nam przyniesie,
zanim się wyśni snu marzenie moje?

środa, 16 lutego 2011

Można



Można żyć bez śpiewu ptaków,
bez radości, zachwycenia
tym, co kruche, jak kwiat maku,
bez poezji, bez pragnienia...

Nie śniąc nigdy o obłokach,
tak z dnia ma dzień, jest najprościej,
brnąc przez życie krok, po kroku,
bez fantazji, bez miłości...

Nie całując bzu w ogrodzie,
kiedy rosą lśniące kiście,
bez tęsknoty, marzeń co dzień,
bez słów wzniosłych i perlistych...

Bez patrzenia się przed siebie
tkwić w spokoju dniem i nocą,
bez uniesień, gwiazd na niebie...
tylko po co?

wtorek, 15 lutego 2011

Drobiny radości



Niby nic wielkiego, a człowieka cieszy,
gdy się rankiem zbudzi jeszcze przed budzikiem,
gdy pod łóżkiem razem leżą dwie skarpety,
żadna nie zrobiła psikusa - unikiem.

Albo kiedy z rana głowa cię nie boli,
kiedy został z wczoraj ostatni papieros,
kawy nie rozlejesz, nikt ci nie świergoli,
że tak dużo palisz, a nic prawie nie jesz.

Wyskakując z domu znajdziesz szybko klucze
i w urzędzie pierwszą będziesz dziś w kolejce,
ktoś „życzliwy” nie da „słusznych” ci pouczeń,
spiker w radiu ładnie znów zagada wierszem.

Nie zobaczysz w lustrze paru nowych zmarszczek,
parasolkę wzięłaś - w deszczu nie przemokniesz,
zamka w swojej kurtce już nie ściskasz w garści,
biały hiacynt zakwitł dziś na twoim oknie.

A gdy zniechęcenie jak bumerang wróci,
nic cię już nie cieszy, nos na kwintę zwisa -
znajdziesz list w swej skrzynce, otwórz serca kluczem,
ktoś dwa miłe słowa pewnie ci napisał...

Dotknij te drobiny, złap je w obie ręce,
zajrzyj w oczy z bliska, liźnij chociaż trochę,
one nam na co dzień dają małe szczęścia,
wypędzają z duszy resztki smutnych strofek.:)

poniedziałek, 14 lutego 2011

Na walentynki



Pragnę, byś mnie zabrał z sobą gdzieś daleko,
gdzie nie braknie blasku wschodzącego słońca,
tam, gdzie miłość biegnie nurtu rwącą rzeką
i gdzie czułe struny świerszcz na skrzypkach trąca.

Weźmiesz mnie za rękę, w ciszy i bez słowa
zaprowadzisz w szczęścia gorejące bramy,
w twoje pocałunki tak jak w puch się schowam,
powojową lianą serca omotamy.

Czy pragnienia moje z twoimi się splotą?
Losu nie odgadnę, który miota życiem,
wierszem chcę wyrazić dzisiaj swą tęsknotę...
Masz ode mnie różę. I marzenia skryte.

niedziela, 13 lutego 2011

Pragnę ciepła



Mglisty ranek, szarawo na dworze,
nic nie widzę, ni ziemi, ni nieba,
świat za oknem w jednakim kolorze,
a ja barw wciąż wyglądam, jak chleba.

Pragnę ciepła, więc szukam wciąż słońca,
z duszą dziecka, co nie chce dorosnąć,
mogę grzać się w promieniach bez końca,
zimą zasnąć i zbudzić się wiosną.

Drzew zielenią ucieszyć swe oczy,
aromatem konwalii się sycić,
grządkę marzeń kaczeńcem rozzłocić,
lot jaskółki znów wzrokiem uchwycić.

Dziś ogrzeję Was chociaż uśmiechem,
niech wypłynie ze strof moich paru,
może dotrze radosnym gdzieś echem
i wyzwoli ze smutku oparów? :)

sobota, 12 lutego 2011

Splątana (autosatyra)



Głowę swą oddałam wierszom we władanie,
a tu wciąż się trzeba mierzyć z życia prozą,
trudne jest na co dzień z ludźmi rozmawianie,
kiedy furt do głowy rymy mi przychodzą.

Gdy do pracy jadę, gdzie jest rym do "zdążę",
ktoś mi z rana w radiu nowy wiersz cytuje,
zamiast plan układać, wokół rymów krążę,
myśli mam zajęte, nowe wiersze snuję.

Szef już patrzy groźnie, o raporty pyta,
zamiast tego zeszyt mu na biurko kładę,
termin nie wypalił, szybko drzwi zamykam,
rymem więc próbuję pokryć swą żenadę.

Różne sytuacje niesie popołudnie,
obiad, sklep, zakupy, zajęć sto mnie czeka,
na spotkanie idę, a tu znów tak cudnie
zamiast konwersacji, nowy rym nawlekam.

Chciałam list napisać, bo milczenie długie
niepokojem serca zawsze mnie napawa,
spod klawiszy płyną tylko rymów strugi...
Może się obrazi? Znowu jest obawa...
****
Brzask zagląda w okno, myśli wciąż uśpione,
bielą znów spowite wszystko o świtaniu,
zamieć mi wygrywa zimową canzonę...
Z rymem ułożyłam Wam dziś powitanie.:)

piątek, 11 lutego 2011

Rada







Gdy świat wydaje ci się szary,
wiersz nie chce się układać,
różowe zgubisz okulary,
posłuchaj, oto rada.

Weź trochę tęsknej melancholii
rozsądku miarkę małą,
szafirem podbarw to cykorii,
zapomnij, co się stało.

Jeszcze miłości odrobinę,
cierpliwość też się przyda,
schowaj swą cierpiętniczą minę,
świat lepszym ci się wyda.

Tak prędko spektakl nam się kończy,
więc szkoda trwać w marazmie...
Gdy dzień nie błyszczy pełnym słońcem,
uruchom wyobraźnię.

Nie smuć się dniem, co przyszedł z deszczem ,
patrz, tęcza lśni w kałuży... :)
I wypij śmiechu całą beczkę,
niech ci na lata służy.

czwartek, 10 lutego 2011

Chciałabym



Chciałabym jabłonią zostać na jesieni,
barwy swoje zmieniać co dzień o świtaniu,
kolorowym jabłkiem ładnie się rumienić,
poddać się łagodnie wiatru kołysaniu.

Nurzać się codziennie w malinowej woni,
potem wszystkie listki pozrzucać przed zimą,
dzikie ptaki w dziuplach przed mrozem uchronić
i do ciepłej wiosny w słodki sen się zwinąć.

W kwietniu liścia pączkiem lekko się zielenić,
a gdy maj podbojem ruszy znów po świecie,
swą zimową suknię w jasne barwy zmienić,
cała się obsypać śnieżnobiałym kwieciem.

środa, 9 lutego 2011

Prawda poezji



Kto czyta poezję, to jest mu wiadome,
już tak od stuleci i wedle zwyczaju,
poeta, gdy miłość opiewa szaloną,
to w strofach swych bredzi wyłącznie o maju.

Wciąż niebo i ziemię przyzywa na świadków,
że w maju, bo wtedy są trele słowicze,
uczuciom sprzyjają motyle i kwiatki,
natura przybiera miłosne oblicze.

Lecz kiedy opadną majowe olśnienia,
gdy wokół jest szaro, a świat lodem skuty,
to chociaż w poezji kwieciste są brzmienia,
zaręczam, że miłość też kwitnie i w lutym.:)

wtorek, 8 lutego 2011

Zobacz piękno


Widok z Góry Trzech Krzyży w Kazimierzu n/Wisłą.

Gdybym ja widzeniem mediów oceniała
świat, co krzyczy z wszystkich gazet i ekranów,
tobym pewnie na tym świecie żyć nie chciała,
wśród demonów, kataklizmów i bałwanów.

Nie wierzyłabym nikomu na ulicy,
nawet gdyby chciał mi oddać, co zgubiłam,
życzliwości ludzkiej szukać by ze świecą,
ze słowników zaś wykreślić słowo „miłość”.

Wolę patrzeć bez uprzedzeń w rzeczywistość,
uśmiech dawać, który zawsze czyni cuda,
nawet kiedy w mediach już od rana mglisto,
przetrwać dzień z uśmiechem łatwiej mi się uda.

Obowiązków życie skrzętnie nam dostarcza,
wciąż zbieramy zmartwień coraz większe kosze...
zamiast patrzeć w ekran, ciągle się zamartwiać,
zobacz piękno, nie daj zgrozie się panoszyć.

(z archiwum, ale nie był nigdy na wstępniaku)

poniedziałek, 7 lutego 2011

W poniedziałek

Na początek tygodnia najświeższy, fotograficzny raport z przyrodniczego frontu:

Ciemiernik w całej krasie.


Przebiśniegi już coraz bielsze.


Bazie nad Wisłą.
**********************************************************
W poniedziałek

Nie potrafię z siebie dzisiaj nic wykrzesać,
wszystkie myśli mi usnęły jeszcze wczoraj,
ból istnienia z szumem deszczu mi się miesza,
poniedziałek, to jest dla mnie straszna pora.

Gdy tak pada, wszelkie słowa tracą polot,
szare niebo ciężkie brzemię na mnie wiesza,
może kiedyś z wiosną wróci jakiś kolor...
W poniedziałek nie potrafię się pocieszać.

Gdy na przemian ścieram łzy i krople deszczu,
czekam pory, gdy nadejdą przejaśnienia,
dać radości dziś nie mogę w żadnym wierszu,
poniedziałek mi nie przyniósł ocieplenia.

niedziela, 6 lutego 2011

Daj sobie

Trochę koni w fotografii.

Koniki polskie w typie tarpana w rezerwacie pokazowym w Białowieży. Mały.


Całkiem dorosłe.


Tradycyjna orka w górach.
*********************************************************
Daj sobie

Daj sobie dziś małe wytchnienie,
przywołaj beztroskę i radość,
nie szukaj przeszłości wciąż cieni,
pogodnym swym myślom daj zadość.

Znajdź w sobie troszeczkę zachwytu
nad dniem, co natura ci dała,
nie próbuj osiągać dziś szczytów
i nie błądź już w smutku annałach.

Uśmiechnij się trochę na przekór
tej zimie, co wciąż nie chce odejść,
znajdź uśmiech też w drugim człowieku,
a on ci tym samym odpowie.:))

sobota, 5 lutego 2011

Chciałam ci napisać...



Chciałam ci napisać list na płatku róży,
ale gdzie go znaleźć, gdy wiatr chłodem wieje?
Tak bez twego listu czas mi się wydłużył -
czy go nie dostanę? Jeszcze mam nadzieję...

Chciałam ci napisać list promykiem słońca,
a tu szarość wokół lub bezkresne biele...
Kiedyś raz zabłysnął, pisać nie dokończył,
szybko się zanurzył w mglistych chmur pościele.

Chciałam ci napisać na zielonym listku
o mojej nadziei, naszych serc spotkaniu...
Gdzie go mogę znaleźć? Postrącane wszystkie
w chmurnym listopadzie, w ciemnych dni zaraniu.

Chciałam ci napisać, może się odważę,
list ogrzeję ciepłem moich czułych myśli,
kiedy go dostaniesz, możesz się poparzyć...
A odpowiedź twoja może mi się wyśni?

piątek, 4 lutego 2011

Piątek!


Barwinek.

Piątek, gdy nawet ponuro wstaje,
to dzionek jasno mi się kształtuje,
kiepskim nastrojom się nie poddaję,
kawa cudownie dzisiaj smakuje.

Mróz nie dokucza, deszcz nie przeszkadza,
wszyscy się stają bardziej życzliwi,
ranne wstawanie mi nie zawadza,
budzik też dzwoni tak jakoś tkliwiej...

Wyskoczę lekko sobie do pracy,
dziś dzień roboczy szybciej przemija,
stresy codzienne także mniej trapią,
za parę godzin nadejdzie chwila,

kiedy zapomnę o telefonie,
ważnych terminach, zjazdach, naradach,
w słodkie nieróbstwo siebie wygonię -
więc moja dusza cała w lansadach.:)

Chwilę oddechu dam swoim myślom,
stąpać po śniegu będę nad rzeką...
Codzienny pośpiech do diabła wyślę
w te dwa dni wolne. Już niedaleko!:))

czwartek, 3 lutego 2011

Na chorobę


Groszek wiosenny.

Zmienna pogoda, z nią mikroby
coraz natrętniej prężą ciało,
do nosów, gardeł i wątroby
chcą się nam dobrać nazbyt śmiało.

Kiedy cię zmoże więc choróbsko,
wskocz sobie szybko do łóżeczka,
lenistwu poddaj się leciutko
i poleż sobie jak beleczka.

Lek naturalny tylko stosuj,
co twe boleści będzie koić,
do rad przyjaciół się dostosuj,
aby choróbsku skórę złoić.

Na kołderce połóż rączki,
by w ryzach trzymać grzeszne ciało,
unikniesz wtedy złej gorączki,
pokusy precz odgonisz śmiało.

Rosołek z kury i maliny,
mocna herbatka, trochę z prądem,
rozgrzeją lepiej niż pierzyny,
mile ucieszą twój żołądek.

Skutecznie zwalczysz swą anginę,
nie prochem żadnym, ni pigułą,
lejąc do gardła trunku krzynę,
co mocy przyda twym muskułom.

Na chandrę zaś, co gnębi duszę,
zły humor, strachy oraz nerwy,
nieskromnie ci polecić muszę:
przeczytaj ten wesoły wierszyk. :))

(z archiwum, trochę poprawione, ale na czasie)

środa, 2 lutego 2011

Luty


Co nam dziś Phil powie?


Czosnek niedźwiedzi uroczo kwitnie już na początku maja.
**********************************************************
Luty

Dzień budzi się wolno, lecz śmielszy bliskością,
łagodną poświatą rozświetla obłoki,
odświeża kolory zgaszone szarością,
biel lekko ociepla złotawym swym okiem.

I świergot sikorek weselej rozbrzmiewa,
swym trelem, co finał mieć będzie miłosny,
łuk słońca zatacza już większy krąg nieba,
i duszę rozświetla nadzieją na wiosnę.

Łagodny dnia oddech szron ciepłem rozpuści,
w mym sercu kiełkują zielone nadzieje...
Czy ze swych okowów mróz wreszcie nas puści?
Już bliżej... wiatr wiosny za miesiąc powieje...:))

wtorek, 1 lutego 2011

Kiedyś

Na początek trochę ostatnich fotek

Zimowy zachód słońca nad miastem.


Kryształkowe piękno.


Dzikie kaczki zaczęły już pływać parami.


A kaczory przybrały strój godowy.
*************************************************************
Kiedyś

Kiedyś napiszę, kiedyś odwiedzę,
kiedyś też zrobię porządek w szafie,
kiedyś wyskoczę za tamtą miedzę,
kiedy to będzie? Rzec nie potrafię.

Pomyka człowiek przez marzeń kipiel,
wciąż pielęgnując w sobie Kiedysia,
z amokiem w oku, choć ledwie zipie,
ten z bujnym włosem, i co wyłysiał.

„Kiedyś” jest piękne, „dzisiaj” zaś mroczne,
w Kiedysiu widzę wspaniałą przyszłość,
„Kiedyś” nastanie, a dziś odpocznę,
bo „dziś” - to proza i rzeczywistość.

Codziennie w lękach człek się zanurza,
boi się nowej przysporzyć biedy,
zamiast przez życie iść jak ta burza,
ciągle powtarza, że może Kiedyś...