czwartek, 30 czerwca 2011

Kuracja na deszcz


Gajlardie, pospolicie zwane cyganami.

Gdy ranek w deszczu skrył swe czary,
wiersz nie chce się układać,
różowe zgubisz okulary,
posłuchaj, oto rada.

Weź trochę tęsknej melancholii,
rozsądku miarkę małą,
błękitem podbarw to cykorii,
róż pąsem zgłusz ospałość.

Jeszcze miłości odrobinę,
cierpliwość też się przyda,
schowaj swe cierpiętnicze miny,
świat lepszym ci się wyda.

Szybko się spektakl życia kończy,
więc szkoda trwać w marazmie,
gdy świat nie błyszczy pełnym słońcem,
uruchom wyobraźnię.

Nie smuć się dniem, co przyszedł z deszczem ,
spójrz, tęcza lśni w kałuży,
wypij dziś śmiechu całą beczkę,
niech ci na zdrowie służy. :)

(z archiwum, poprawiony i uzupełniony)

środa, 29 czerwca 2011

Nie pytaj



Nie pytaj mnie, proszę, o sens tego wiersza,
sama nie wiem po co dziś go napisałam,
nie jestem ostatnia, ani nawet pierwsza,
która czasem tworzy w lirycznych wokalach.

I choć droga kręta, trochę wyboista,
powtarzalność zdarzeń jawi się jak banał,
na wirażach jednak bywa trochę ślisko,
życie, to nie tylko opera mydlana.

wtorek, 28 czerwca 2011

Tworzysz piękno



Z chwil, które właśnie celebrujesz,
z poranków, westchnień, spojrzeń, rozmów,
z myśli, co w słowa je przekujesz,
z uśmiechów, wspomnień i melodii,

w podaniu ręki, ciepłym geście,
w zroszonym łzą mrugnięciu powiek,
w sekundzie, w której teraz jesteś,
wciąż tworzysz piękno. Ono w tobie.

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Bezsenność (pisane nocą)

Najpierw kilka nowości z mojego ogrodu.


Obserwowałam gody pasikoników zielonych; niestety, partner tej pani nie chciał pozować do zdjęcia.


Zakwitła lawenda, moje letnie natchnienie...


... i prawdziwa, herbaciana róża.
**********************************************************

Bezsenność (pisane nocą)

Choć księżyc obiecał senne pocałunki,
a wieczór mnie prędko utulił w ramionach,
obudziła północ, myśli porachunki...
sen uciekł za okno i bezradny skonał.

Sunęły powoli, kolumnami wspomnień,
obrazy zamknięte już w myśli archiwach
i te co na jutro w okna prostokącie
nadeszły, by nocną senność rozdmuchiwać.

O nie! Nie pozwolę. Cichutko więc wstanę,
po co drapać przeszłość i myśleć na zapas,
nowy wiersz napiszę nim zabłyśnie ranek,
poetycką puentą myślom dam po łapach...:)

niedziela, 26 czerwca 2011

Inna muzyka



Czasem sobie myślę, gdy oczy przymykam,
a z radia się sączą jakieś dziwne dźwięki,
gdzie niektórzy twórcy znajdują muzykę,
którą w partyturze zamieniają w jęki.

Bo we mnie śpiewają wszystkie pory roku,
ptaki za oknami, mróz, co skrzypi w drzewach,
wiatr i szelest liści, fantazja potoków,
staccatem deszcz dzwoni, tętni w rytm ulewa.

Basem dudnią trzmiele, świerszcze zaś na skrzypkach
wygrywają łąkom miłosne canzony,
lekką sonatinę nuci wiatr na mniszkach,
kiedy je rozsiewa w trawnik ukwiecony.

Senny mak nokturnem daje akord ciszy,
błękitną rapsodią lawenda się snuje,
a w zapachu róży twoją miłości słyszę...
więc taką muzykę w wiersze wkomponuję.

sobota, 25 czerwca 2011

W sobotę

Dziś na różowo.


Słodki wiciokrzew.


Groszek szerokolistny, w naturze bardzo rzadki, chroniony.

W sobotę, chociaż znów w chmurach wstaje,
dzień jasną kredką uczuć maluję,
smutnym nastrojom się nie poddaję,
kawa cudownie dzisiaj smakuje...:)

Nic mnie złości i nie przeszkadza,
ludzie się stają bardziej życzliwi,
rutynę zdarzeń na bok odkładam,
czas mnie całuje tak jakoś tkliwiej...

Lustro się śmieje, poprawiam włosy,
już dnia niteczka cicho się przędzie,
pogodny ducha w sobie nie spłoszę,
łapię garściami chwile naprędce.

Zielony oddech dam swoim myślom,
boso pobiegnę łąką nad rzeką,
codzienny pośpiech do diabła wyślę,
kwitnący ogród już na mnie czeka:)

piątek, 24 czerwca 2011

Niebo jest zmienne

Na początek gwiazda wczorajszego wieczoru: królowa jednej nocy czyli świecznik wielkokwiatowy.


Zakwitła punktualnie o godz. 21:00.


Pachniała upojnie, jak piołun i wanilia, przez całą noc.


A dzisiaj rano wyglądała tak...
**********************************************************

Niebo jest zmienne

Niebo jest zmienne jak kobieta,
raz się rozpłacze letnim deszczem,
to błyskawicą cię opęta,
to znowu słońcem cię rozpieści.

Burzową chmurą rankiem wita,
żegna namiętnie w zórz czerwieni,
z granatu nocy, z różu świtań,
w południe w błękit się zamieni.

Nie wie, jak dzisiaj się ubierze,
w falbanki chmur, w tęczę z żorżety,
nie zawsze jemu można wierzyć,
odtrąci mgłą, czy da podnietę.

Banalność puenty się nasuwa,
lecz banał życia codziennością,
cóż, niebo zawsze wzrok przykuwa,
podobnie jest też z kobiecością...

czwartek, 23 czerwca 2011

Przebudzenie


Poranek z tęczą.

Nieśmiała ciekawość wplątana w firankę
bezwstydnie obnaża kurz na etażerce,
zasuszona róża pojaśniała w dzbanku,
zapach snu odpłynął w maciejki kobierce.

Promień pocałunkiem muska mnie po twarzy,
czeka, aż uśmiechem porannym zakwitnę,
na krawędzi nocy, w niewiadomej zdarzeń
rozpoczyna myśli codzienną gonitwę.

Czy dzisiaj pozwoli tryumfować słońcu,
w chowanego z nim się ciężka chmura bawi,
właśnie go przykryła i deszcz cicho siąpi,
dzień w szarych zasłonach znów się będzie pławił.

środa, 22 czerwca 2011

"Cel"


Czerwcowy wąwóz.


Kwitnąca lipa.


Dziko rosnący rozchodnik ostry.
********************************************************

Dzisiaj, wyjątkowo, odpoczynek od moich wierszy, a z inspiracji Adasia wstępniakiem będzie wiersz Andrzeja Waligórskiego -

CEL

A kiedy jest jeszcze szaro i bardzo wcześnie rano,
I każdy normalny człowiek do poduszki się jeszcze garnie,
Wtedy pan w pewnym wieku wstaje niechętnie z tapczanu,
Przeciąga się i myśli: - No, teraz się zaczną męczarnie...
Jakoż i rzeczywiście; za oknem jeszcze świt blady,
We mgle nieprzyjaznej i zimnej majaczą wilgotne dachy
A ten pan w pewnym wieku zaczyna robić przysiady
Potem kolejno skłony, podskoki i wymachy.
Jeszcze się na zachodzie tli anemiczny księżyc,
Dopiero pierwsi mleczarze stawiają pod drzwiami butelki,
A ten pan w pewnym wieku, nie mając ćwiczebnych sprężyn,
Rozciąga z ogromnym wysiłkiem poczwórnie złożone szelki,
A potem spocony i blady, z ogromnym szumem w głowie,
Stać pod prysznicem nie może, więc ze zmęczenia siada
I kłamie przed sobą: - To po to, żeby zachować zdrowie,
Kondycję i chęć do pracy...
Ale to wszystko nieprawda.
Po prostu ten pan przypuszcza, że kiedyś w przyszłych godzinach,
Kiedy się zdarzy wyjazd na delegację w teren,
To może się zdarzy również jakaś prześliczna dziewczyna,
Która nie wzgardzi tym panem i małym, brzydkim hotelem,
I patrząc na odrapane z lakieru pręty łóżka
Powie, dłoń smukłą oparłszy na fantastycznym biodrze:
- No proszę, masz lat czterdzieści i ani śladu brzuszka!
Nie wiedziałam, że w twoim wieku można wyglądać tak dobrze...
Więc dla tej wizji, co pewnie się nigdy nie ucieleśni
Pan w pewnym wieku zadaje tortury własnemu ciału,
Gimnastykując się co dzień niewiarygodnie wcześnie
Na własnych szelkach, na kocu i na krawędzi zawału...

autor: Andrzej Waligórski.

wtorek, 21 czerwca 2011

List na dzień dobry


Dziewanna kutnerowata, samosiejka.

Świt do mnie zagląda nieśmiałym promieniem,
światłem pragnąc zmazać wczorajsze szarugi,
szybko zanikają wydłużone cienie,
ustępując miejsca jasnozłotym smugom.

Poczekaj, za chwilę smugą list napiszę,
ze słów najpiękniejszych, zrodzonych z zieleni,
ustroję dziewanną, wplotę w ranka ciszę,
by dzień kolorami letnimi się mienił.

Już na klawiaturę wchodzą z pierwszym brzaskiem,
w sygnałach świergotów, z nadziei podnietą,
aby dzień dzisiejszy zalśnił pełnią blasku
przesyłam je tobie. Zwyczajna kobieta.

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Deszczowy wiersz

Wszystko przystrojone w kropelki...


Rozkwitły pierwsze lilie - smolinosy...


... i biały grzybień,


a na papierówce są już takie jabłuszka:)

W deszczową sukienkę przybrany poranek,
deszczową melodię na liściach wygrywa,
sen miałam w staccato deszczowym skąpany,
drżą kwiaty w kropelkach przy wiatru porywach.

Trzeba mokre słowa osuszyć uśmiechem,
w deszczowych zasłonach ujrzeć małe piękno,
posłuchaj, jak śpiewa w łzach splątane echo,
w porannej wilgoci ogród życiem tętni.

Aromatem kawy rozgrzej chłodne myśli,
deszczowe pomroki otul skoczną nutką,
w diamentowych kroplach świat zalśni srebrzyście,
a deszczowy smutek odejdzie cichutko.

niedziela, 19 czerwca 2011

Zakochana w czerwcu


Krzewuszka cudowna nadal w karminowej sukience.


Pałki zaczynają brązowieć...


...a stawik coraz bardziej zarasta.

Zakochana w czerwcu plączę się w sitowiu,
w zapachu lawendy zanurzam swe zmysły,
kosztuję agrestu zielonkawy owal,
szmaragdowym słowem piszę wiersze, listy.

I, choć rozgniewany, fuknie na mnie burzą,
deszczu łzą pokropi, ranek mgłą zasnuje,
za chwilę dmuchawcem myśli me rozchmurzy,
promieniem we włosach wdzięcznie balansuje.

Niedługo mnie nocą zwabi kwiat paproci,
na uszy założę z czereśni kolczyki,
księżyc srebrnym blaskiem serce zauroczy,
wiosna latu odda swe kwieciste szyki.

sobota, 18 czerwca 2011

Zielonooka



Powieki ciężkie wczorajszym zmęczeniem,
promieniem słońca poranek zaprasza,
zielonooką śmieje się przestrzenią,
znów swoje wdzięki od rana roztacza.

Już w zapomnienie idą stare sprawy,
z podmuchem wiatru z głowy mi wywieją,
od urodzenia pielęgnuję nawyk,
aby wskakiwać w nowy dzień z nadzieją.:)

piątek, 17 czerwca 2011

Zorze


Naparstnica dziko rosnąca za płotem.


Zorza wieczorna nad miastem.

Na ciemniejącym już niebie
zachodnie zorze płoną
- fioletowo - złociście - żółto -
- czerwono - czerwono...

Jak krew, jak miłość,
jaskrawe prężą się smugi
- porozciągane – rozwlekłe – żałosne -
- długie - długie...

Czy te obłoki od żalu
są tak postrzępione?
Wiatr je przepędza - bezwolne -
w tę, w inną stronę...

Jak rozpuszczone, rozwiane
na wietrze włosy,
nieokreślone i zmienne -
jak ludzkie losy...

czwartek, 16 czerwca 2011

Witaj nowy dniu!


Ostróżka całkiem oszalała...


Biały goździk piaskowy na kaskadzie upodobał sobie sąsiedztwo fiołków rogatych i dzwonków.

Jest czwarta nad ranem. Lśni na trawie rosa,
promień się zakrada w letniej nocy ciszę,
a ja z marzeniami sennymi we włosach
siadam do klawiszy, wiersz dla ciebie piszę.

Mgła znad ulic znika z pocałunkiem słońca,
zobacz, dzień za oknem znów maluje cuda,
jeden taki złapię, wyślę uczuć gońcem,
uwierz, że co dobre, dziś się musi udać:)

środa, 15 czerwca 2011

Odrębny styl


Zaczynają się ścielić kobierce macierzanki.


Paproć już zakwitła! W tym roku ma cztery kwiaty.
*************************************************************
Odrębny styl.

Mam swoje życie, wcale niełatwe
i nie po drodze z każdym jest mi,
zbijam na nowo uczuć mych tratwę,
czasem na jawie chce mi się śnić...

Nie słucham mędrców, ni rutyniarzy,
mam swego życia odrębny styl,
chodzę po ziemi, lecz lubię marzyć,
łapię zachłannie ulotność chwil.

Ja się nie wtrącam w niczyje sprawy,
lecz w swoje ręce biorę swój los,
nikogo nie chcę na siłę zbawiać
i proszę by mnie nie zbawiał ktoś.

Mam siłę woli, dystans do siebie,
nie chcę pouczeń, ni dobrych rad,
po koleinach też umiem przebiec,
to moje życie, i to mój świat.

wtorek, 14 czerwca 2011

Może ci się uda


Wiesiołek missouryjski.

Może ci się uda kiedyś wstać nad ranem
i zobaczyć promień, co się ze snu budzi,
gdy wiatr czesze różem chmury potargane,
a w gałęziach wiśni trzepocze się rudzik.

Trzeba się nauczyć dostrzec to, co małe,
łowić wzrokiem skrawki ulotnego piękna,
nim się w codzienności zanurzysz banale,
maleńką radością ożywisz swe tętno.

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Pasje

Kilka nowości z mojego ogrodu.

Szkarłatna róża.


Goździk kamienny (brodaty) przecudnej urody.


Prawdziwy rarytasik - lilia złotogłów, w naturze bardzo rzadka, podlega ścisłej ochronie.

Nie jestem zbyt trendy, tak jak dziś przystało,
wzorów więc nie szukam z ekranów i gazet,
kilka swoich pasji pielęgnuję śmiało,
nie pytam nikogo, czy mi wolno marzyć.

Lubię boso chodzić rano po ogrodzie,
zapach mokrych liści powąchać o świcie,
pocałunkiem witać kwiat, co wiosną wschodzi,
szmeru wiatru słuchać na mojej ulicy.

Poezja post-modern jakoś mnie nie kręci,
sensu nie rozumiem, nie widzę przesłania,
na kolanach trzymam mały tomik wierszy
Tuwima, Osieckiej, Staffa i Leśmiana.

Nie lubię patosu, słów wielkich nie składam,
napuszony truizm jest mi całkiem obcy,
wolę po bezdrożach kąkolom się kłaniać,
liryki smakować urocze manowce.

Łapię co ulotne w obiektywu oko,
piszę swoje wiersze rozgwieżdżoną nocą,
w miłość się zanurzam, głowę mam w obłokach...
Pasje w swym spełnieniu wydają owoce...:)

niedziela, 12 czerwca 2011

Czerwcowa łąka


Jaskry i dzwonki.


Żmijowiec.


Szałwia okręgowa.


Bladoliliowy rdest ziemnowodny, poprzetykany firletką.

Suknia sfalowana kolorami tęczy,
powietrze zapachem zieleni wibruje,
cykadami w słońcu każdy kwiatek dźwięczy,
miodnym aromatem na trzmiele polując.

Czas spokojnie płynie w tej przestrzeni marzeń,
odmierza minuty przepływem obłoków,
mogę się zanurzyć niewidoczna w trawie
i uciszyć serca dręczący niepokój.

Gdy czerwcowa łąka będzie już wspomnieniem,
zabiorę jej czary do zielnika myśli,
feerią kolorów porozchmurzam cienie,
w zimowej scenerii ciepłe lato wyśnię.

sobota, 11 czerwca 2011

Po nocnym deszczu


Goździk kartuzek.

Po nocnym deszczu, w zieleni liści
lśnią delikatne perełki rosy,
w powietrzu rześkim, jak kryształ czystym,
ptaki dzień chwalą radosnym głosem.

Muszę się spieszyć, bo jasny promień
szybko zamieni kropelki w tęczę,
chcę po niej przebiec na drugą stronę,
gdzie żadne smutki nie będą dręczyć.

W świetle promieni wyschnie złe wczoraj -
nie wierzysz? Przecież dzień wstał na nowo.
Zobacz, natura w piękno jest szczodra,
wszystkich obdarza nim jednakowo.:)

piątek, 10 czerwca 2011

Dobrymi myślami


Ostróżki wraz z kwitnieniem rozpoczynają sezon letnich bylin.

Kiedy czerwiec w deszczu skrywa swoje czary,
dobrymi myślami można się otulić,
niechaj duszę grzeją pod ciepła woalem,
chronią od wilgoci zamokniętych ulic.

Dobrymi myślami można wiersz napisać,
namalować pejzaż ciepłych uczuć kreską,
cienie przeszłych zdarzeń zamknąć w mgieł kulisach,
nowy dzień rozpocząć z nadziei wysepką.

Dobre myśli prześlę dzisiaj wraz z uśmiechem,
niech wypłyną lekko ze strof moich paru,
może dotrą z wierszem gdzieś radosnym echem
i wyzwolą kogoś ze smutku oparów...:)

czwartek, 9 czerwca 2011

Poczekam



Kiedy myśli uparcie nie wiążą się w słowa,
gdy poranne lenistwo mnie bierze w objęcia,
co mam podać do kawy, jaki wiersz przygotować,
wyobraźnię rozświetlić, do radości zachęcić?

A gdy z rana nie mogę rozstrzygnąć problemu,
kiedy wiem, że nic nie wiem, lecz myślę przytomnie,
głowy łamać nie będę, bo niby to czemu
i poczekam, aż z wierszem ktoś przyjdzie dziś do mnie...:)

środa, 8 czerwca 2011

Najważniejsze


Staw w nałęczowskim parku zdrojowym w minioną niedzielę...


... a nad moim stawikiem zakwitła pałka wodna.

Chciałabym się dzielić dobrymi myślami,
aromatem kwiatów, czarem jednej chwili
z tymi, co markotnie w świat ten zasłuchani,
by urodą życia ze mną się cieszyli.

Dzień podniesie głowę już za kilka godzin,
wzbije się na skrzydłach w pełni uniesienia,
niech przyniesie wszystkim radość i pogodę,
zaczaruje słońcem, wiosennym olśnieniem.

Całość myśli w słowa nigdy nie ubiorę,
lecz w to jedno, co jest kwintesencją życia,
słowo „kocham” zawsze najpiękniejszym strojem,
ono najważniejsze, nie tylko na dzisiaj...:)

wtorek, 7 czerwca 2011

Też poezja


Zakwitło już parzydło leśne, roślina rzadka, w naturze chroniona.

Można pisać wierszem co wymyśli dusza,
kiedy świat na wiosnę słońcem promienieje,
zielony szmer liści wciąż dostarcza wzruszeń ,
jesienne pejzaże, zimowe zawieje.

Dojrzałym czereśniom rymem się pokłonić,
konwaliowe noce miłością przyprawić,
blask księżyca chwytać w niecierpliwe dłonie,
błękitną rapsodią lawendy umaić.

Prawdziwą poezją jest zapach jaśminu,
gest dłoni, spojrzenie i kawa co rano,
mgnienie chwil co trwają, choć tak szybko miną,
dwa słowa ulotne, niewypowiedziane.
***
Puenta wiersza będzie ciut zaskakująca,
panów zawsze dręczy myśl tak natarczywa
- niech im swoich uwag tutaj nikt nie wtrąca -
że dupa Maryni też poezją... bywa.:)

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Kolorowy kontredans


Delikatnym fioletem zadzwoniły dzwonki brzoskwiniolistne,


różowością zapraszają piwonie,


liliowce roztańczyły się złotem.

Zwyczajna codzienność nurza się w odcieniach,
róż świtania w błękit przechodzi powoli,
życie się przeplata w barwnych światłocieniach,
na tęczy wydarzeń, w uczuć paraboli.

Dzień swój pomaluję soczystym kolorem,
szarość prędko chowam w zakamarkach myśli,
makom i poziomkom czerwień dziś zabiorę,
z aromatem czerwca do ciebie ją wyślę.

Najważniejszy jednak jest kolor zielony,
nie żałuję pędzla na jego niuanse,
dodaję do listu seledynu tony,
niech marzenia tańczą letnim kontredansem...:)

niedziela, 5 czerwca 2011

Nad ranem


Orliki dobrze się czują w cienistym zakątku z paprociami.


W stawiku zakwitły żółte kosaćce.

Ty przychodzisz do mnie w szafirze wieczoru,
dajesz czerwień uczuć w zachodzącym słońcu,
obraz swój malujesz najżywszym kolorem,
z cienia się wyłaniasz na baśniowej łące.

A gdy brzask nadejdzie w różu, o świtaniu,
rozwiązuje senność ciepła promieniami,
niechciane miłości pukają nad ranem,
a te wymarzone gasną wraz z gwiazdami.

sobota, 4 czerwca 2011

Sobotni poranek


Czerwcowa kompozycja z szafirowej szałwi, żółtych pięciorników, dziewanny i krzewuszki.


Lilia wodna pokazała swój pierwszy kwiat.

Błogi spokój rozlany w powietrzu,
aromaty i niebo pogodne,
pełne treli i barw są ogrody,
w stawie lśni pierwszy kwiat lilii wodnej.

Jakaś chmurka leniwa w oddali
chciała słonka zasłonić oblicze,
wiatr ją skarcił, więc się obraziła
i zabrała puszysty szaliczek.

Okno moje otwarte na oścież,
gwar ulicy powoli się skrada,
trzmiel ubrany w złociste futerko
pięknym basem już dzień zapowiada.

Na stoliku wczorajsza robota,
kilka wspomnień i garstka mych marzeń,
kwiat lawendy błękitem zaprasza,
zaraz wstanę i kawę zaparzę.

W taki dzień tylko radość w powietrzu,
z nocą znikły burzowe nastroje,
puszki z topól wirują na wietrze,
lekkość myśli dziś do nich dostroję.:)