niedziela, 31 lipca 2011

Sen



Sierpień upałem nas otoczył,
świerszcz w trawie na skrzypeczkach grał,
wiatr lekko muskał moje włosy,
w gałęziach wierzby cicho łkał.

Na skraju drogi przysiedliśmy,
w gęstwie zarośli gwizdał kos,
odgadywałam twoje myśli,
choć tak daleko był twój głos.

Potem, gdy świat był skuty lodem,
koronką szadzi witał dzień,
twój głos z oddali wciąż przychodził,
snom mym nadawał nowych brzmień.

Budzi mnie ranek dziś zamglony,
niebo straciło barwę lnu,
w cieple marzenia, jak w kokonie,
wskakuję w dzień. Znów jestem tu.

(z archiwum, zmieniony)

sobota, 30 lipca 2011

Weekendowo







Może dziś beze mnie świat się nie zawali,
złapię parę chwilek skleconych naprędce,
czas podarowany chcę w sobie utrwalić,
chociaż wiem, że biega w przykrótkiej sukience.

Parę epizodów dla siebie ukradnę,
bo mi bezpowrotnie każda chwila znika,
w otoczeniu kwiatów czuję się tak ładnie,
w ogrodzie z trzmielami też lubię pobzykać.:)

Ranek witam czule z roześmianą twarzą,
choć lustra nie zwiodę, wiem, co ono knuje,
dzisiaj nie popatrzę na niego z odrazą,
bo w ogrodzie życia wciąż się dobrze czuję...:)

piątek, 29 lipca 2011

Nowy dzień


Kwiat bazylii

Delikatnym szmerem wschodzącego świtu
wlewa mi się światło pod senne powieki,
dzień wstaje powoli, o nic go nie pytam,
nim na na dobre błękit w górze się wysklepi.

Będę go dziś tkała na uśmiechu wątku,
w osnowie przyrody, sercem po horyzont
i dołożę starań, tak, jak dobra prządka,
by mi dzisiaj nowych nie przysporzył zgryzot.

czwartek, 28 lipca 2011

Naładować radość



Codziennie w kalendarz patrzę niecierpliwie,
pełnia lata mija, nie lubię czekania,
chciałabym odpocząć w zapachu igliwia,
z trudem więc do pracy myśli swe zaganiam.

Chcę w zielonym gwarze szerokiej przestrzeni
utrudzoną duszę wkomponować w całość,
gdzie krajobraz jeszcze bardzo się nie zmienił,
naładować radość trochę już zgorzkniałą.

Po leśnych drożynach krążę wyobraźnią,
no i cóż, że lato co dzień deszczem kropi,
bardziej od pogody zgiełk miasta mnie drażni,
jestem nim zmęczona, marzę o urlopie.

środa, 27 lipca 2011

Zbiór



Nazbierałam drobiazgów, ktoś powie, że śmieci...
sny, muszelki, szaliki w komody zaułkach,
jakiś kamyk, źdźbła trawy, śmiech zamknięty na zdjęciach,
zakurzoną na półce pękniętą farfurkę.

Zasuszony bukiecik pachnący wspomnieniem,
niefortunne wybory i starą kantyczkę,
kilka listów, pierścionek, co życie pozmieniał,
trochę świętych obrazków, z patyków kapliczkę.

Zbiór bezcenny, co grosza niewarty żadnego,
tak bez ładu i składu w szufladach chowany,
zatrzymane upiory pamięci mi strzegą,
póki żyję, do końca już ze mną zostaną.

(z archiwum, zmieniony i poprawiony)

wtorek, 26 lipca 2011

Po burzy



Jeszcze niebo dyszy w granatach obłoków,
drżą liście w ostatnim przemoczonym spazmie,
a nad horyzontem różowieje spokój,
wlewa się rozkoszą w senną wyobraźnię.

Gwiazdy powróciły, mrugają cykadom,
w chłodną pościel zmysły próbuję zanurzyć,
blady księżyc błądzi po chmur amfiladach...
Śpisz? A u mnie znowu zbiera się na burzę... ;)

poniedziałek, 25 lipca 2011

Pogodne muśnięcie


Rusałka pawik.


Dostojnik latonia.


Rusałka admirał.


Modraszek.

Jaką dzień pogodą powita za chwilę
(jeszcze tego nie wiem, wiersz pisany nocą),
pragnę wejść dziś w niego lekko, jak motyle,
miłość ci wyśpiewać, twe uczucie posiąść.

Blaskiem cię nakarmić słońca, które wzejdzie,
choćby deszczem niebo znów zaczęło szlochać,
obudzę cię myśli pogodnych muśnięciem,
jak skrzydłem motyla. I powiem, że kocham.

niedziela, 24 lipca 2011

Nasze lato dłuższe







Tak niedawno jeszcze źdźbło trawy bladawe
spod zeschniętej darni wyglądało skrycie,
między paprociami pachniały konwalie,
lustro stawu lśniło kaczeńców odbiciem.

Teraz w gęstwie liści umilkły słowiki,
pisklęta bocianów gniazda opuszczają,
a w ogrodach dalie wraz ze słonecznikiem
w jaskrawych sukienkach nad płot wybujały.

Wyścig z czasem tutaj normalnym zjawiskiem,
a tętno przyrody powraca co roku,
nasze lato dłuższe, więc róbmy dziś wszystko,
by ze sceny zeszło nie tak szybkim krokiem.

sobota, 23 lipca 2011

Huśtawka nastrojów







Kiedy w środku lata czuję smak jesieni,
sen o jasnym słońcu nie chciał mi się wyśnić,
w szarości poranka znikły barwne lśnienia,
znów pogoda ducha jest trochę kapryśna.

Mokry refren cicho deszcz na liściach brzdąka,
słowa też przemokły, nie chcą wyschnąć w rymach,
w huśtawce nastrojów z radością rozłąka,
długo w takim stanie jednak nie wytrzymam.

Nie chcę się zatapiać w słów skroplonych burzy,
chociaż dziś za oknem istne lanie wody,
miętowym zapachem myśli swe rozchmurzę,
bo po każdej nocy zawsze dzień przychodzi... :)

piątek, 22 lipca 2011

Pajęczyna (banalny wiersz)


(fot. z netu)



Siadła na gałęziach w cyrkonię ubrana,
mieni się barwami wschodzącego słońca,
lekkością promienna, choć to brzmi jak banał,
mogę się zachwycać, nim ją wiatr postrąca.

Misternymi nićmi oplątała drzewa,
zwiewną mgiełką ciszy, choć przyroda nie śpi,
kruchości pajęczej dzisiaj wiersz wyśpiewam,
zanim południowy żar ją unicestwi.

I nic nie poradzę, że jak rycerz błędny
wędruję po niciach pajęczyny w strofach,
jak cudak wychwalam to ulotne piękno,
może to jest banał, lecz ja w nim się kocham.

czwartek, 21 lipca 2011

Chwile szczęścia



Do szczęścia mi trzeba tak bardzo niewiele,
z rana za firanką bladozłoty promień,
rozśpiewany szczebiot zanurzony w zieleń,
dotyk, jak muśnięcie, ukochanej dłoni.

Parująca kawa, kilka myśli w głowie
zapisanych wierszem ze snu i pragnienia,
każdy kwiat najmniejszy, co łąkę ozdobi,
potargany wiatrem pejzaż nad strumieniem.

Umiem je odnaleźć kiedy wokół zgrzyta,
a trybiki czasu pędzą w zdarzeń tłumie,
w duszy je zasieję, nie zadaję pytań,
wzejdą mi radością w istnienia albumie.

środa, 20 lipca 2011

Życie jest jak ogród







Życie jest jak ogród, który sam urządzasz,
w niekoniecznie równo złożone rabaty,
szablonów nie znoszę, nie mam tuj pod rządek,
pozwalam pobujać różnobarwnym kwiatom.

Jeden ma ambicję i ponad granice
klombu się rozrośnie i wyjdzie za miedzę,
niezależność kwiatu zawsze mnie zachwyca
i nie pytam nigdy co ludzie powiedzą.

Nie chcę akceptacji, wyobraźnią grzeszę,
nie uznaję kopii, powielanych stiuków,
monotonny trawnik nigdy mnie nie cieszył,
żyję swoim życiem, nie lubię przedruków.

wtorek, 19 lipca 2011

Przemoczony wiersz

Kompozycje lipcowej łąki.


Oman wąskolistny.


Oregano (lebiodka).


Przetacznik kłosowy z dziurawcem.

Wszystkie słowa dzisiaj przemoczone deszczem,
nabrzmiałe wilgocią zasnute w mgieł szarość,
chciałam je rozchmurzyć zakochanym wierszem,
ołowiane chmury ciągle napływają.

Wiatr już się zlitował, jeszcze się przeciąga,
mokre liście muska namiętności dreszczem,
lato puszcza oko, do ciebie zaglądam,
uśmiech ci posyłam, czy ty chcesz, czy nie chcesz.:)

poniedziałek, 18 lipca 2011

W harmonii

Trochę dzikiej natury z wczorajszego pleneru.




Goryczka krzyżowa, roślina chroniona, znaleziona w okolicach Bychawy.


Motyl kraśnik sześcioplamek na chabrze austriackim.

Kiedy myśli grają smutkiem i patosem,
trzeba im darować chwilę wyciszenia,
naturze zawierzyć, dać jej dojść do głosu,
uciec od rutyny, partyturę zmieniać.

Cieszyć się z niczego, że ranek wstał jasny,
a na polach ciągle jeszcze kwitną maki,
motyl wabi wzorem, przepięknym, bo własnym,
słońce wciąż wędruje niezmienionym szlakiem.

I cóż, że tak samo ptak usiadł na drzewie,
w jego wzlotach nigdy nie ma monotonii,
nie pozwól swej duszy w marazmie zardzewieć,
zespól się z przyrodą w jedności harmonii.

niedziela, 17 lipca 2011

cisza (nie zagadaj chwili)



Motto:
„ Bo gdy się milczy, milczy, milczy to apetyt rośnie wilczy
na poezję, co być może drzemie w nas”
- Jonasz Kofta (Song o ciszy)

***
Cisza to poezja utkana o świcie,
w diamentowych kroplach po trawie się snuje,
zanim wzejdą myśli nadmiaru słów sznytem,
tylko w małej chwili czar jej posmakujesz.

Nie zagadaj chwili, nie zagadaj wiersza,
nie trzeba słów wiele, żeby sens zrozumieć,
błyszczą jak brylanty te, co najważniejsze,
zanim myśl zaniknie w ich bezładnym tłumie.

sobota, 16 lipca 2011

Nie przestanę



Motto:
„Kiedy się dziwić przestanę
Kiedy się dziwić przestanę
Będzie po mnie”
- Jonasz Kofta

***
Po wieczornej burzy niebo odmłodniało,
surowość sukienki promieniem ozłaca,
prześwieca błękitem, obłoki są białe,
prawidłowość zdarzeń, a ja się zatracam.

Zastygam w zdziwieniu nad kolorem łąki,
nowym kwiatem dziś mnie powitała róża,
w soczystej zieleni, aż po horyzonty,
jak w jedwabnym szalu cała się zanurzam.

Chciałam hymn radości tym cudom wyśpiewać,
ptak to robi piękniej, więc milczę stropiona,
wiatr melodię ranka zawiesił na drzewach,
a ja w zadziwieniu dzień tulę w ramionach.

piątek, 15 lipca 2011

Burzowe impresje

Najpierw trochę nowości z mojego ogrodu.


Bez koralowy ma już czerwone jagódki.


W stawiku zamieszkała na stałe zielona księżniczka.


A po deszczach pod funkiami wyrosły dorodne olszówki.
*********************************************************

Burzowe impresje

Niebo ciemne i ciężkie gorącym ładunkiem,
nierozwiane najmniejszym, ożywczym podmuchem,
lada chwila rozerwie się chyba wybuchem,
jak wir uczuć otwarty kluczem – pocałunkiem.

Już!...
Impet bujnych strug deszczu w głąb ziemi się wwierca,
jeden łoskot na drugi wtacza się bez przerwy...
Coś błysnęło. Puściły napięte wciąż nerwy -
bez hamulców w takt biją pioruny i serca.

(z archiwum, poprawiony)

czwartek, 14 lipca 2011

Nie jest za późno



Nie jest za późno...

Na uśmiech promienny przy porannych zorzach,
gdy trawa w brylanty kropelek spowita,
Na szepty wieczorne, kiedy rękę podasz
i ciekawym wzrokiem mą postać dotykasz.

Na spacery w deszczu, brodzenie w kałużach,
pocałunek w tańcu i czyste milczenie,
na kieliszek wina, zachwyty nad różą,
napisanie wiersza, zatarcie wspomnienia...

środa, 13 lipca 2011

Lipcową sytością



Pola rozzłocone dojrzałym orkiszem,
poróżowiał ogród wczesnymi floksami,
słowiki zapadły w sen upalnej ciszy,
namiętnością wiśni lipiec zmysły mami.

Przekwitły rzepaki, jarzębiny stroją
swe zielone suknie w odcienie czerwieńsze,
pełnia lata kroczy błękitem cykorii,
rozkochana w słońcu, rozśpiewana świerszczem.

Lipcową sytością nakarm wzrok i duszę,
nie gub jej uroków w codzienności cieniach,
zobacz ile dźwięków, kolorów i wzruszeń,
nie zalewaj lata potokiem zgorzknienia.

wtorek, 12 lipca 2011

Maluj życie



Barwną paletę trzymasz w swym ręku,
codziennie co chcesz możesz malować,
błądzić w szarości, w kolorach zgiełku,
każdą swą chwilę tworzysz na nowo.

Jak kameleon zmieniaj tło życia,
dzień niepodobny do dnia każdego,
popatrz, wciąż tyle jest do odkrycia,
możesz, więc maluj. Nie widzisz tego?

Bywają wprawdzie ponure chwile,
myśli wyblakłe w deszczu, w spiekocie,
sąsiad nie wita ciebie najmilej,
odpuść. Nie warto nurzać się w błocie.

To ty masz w ręku swoją paletę,
zadbaj, by była wciąż kolorowa,
zestaw odcienie w jasną rozetę,
abyś nie musiał kiedyś żałować.

poniedziałek, 11 lipca 2011

Nowy tydzień



Wita mnie poranek we mgle dzień skrywając,
chciałabym się schować w snu nęcącej ciszy,
czas zmusić do pionu duszę swą i ciało,
gwar ptaków dobiega, budzi się ulica.

W myślach dzień wczorajszy odbija się echem ,
rzeczywistość czeka i nic jej nie wzruszy,
smugi wspomnień zamknę w łatanym uśmiechu,
ubrana w kobiecość w nowy tydzień ruszam.

niedziela, 10 lipca 2011

Kwiaty są poezją







Kwiaty są jak wiersze, to poezja ziemi,
zakochana jestem w niej po same uszy,
napisane barwą, zawsze w tle zieleni,
dostarczają zmysłom najpiękniejszych wzruszeń.

Każda kwietna fraza zapachem odurza,
roznoszonym wiatrem najsilniej wieczorem,
w lotnych aromatach myśli swe zanurzam,
niezależnie w jaką zakwitają porę.

Kwiaty są muzyką, więc ucha nadstawiam,
dźwięczą w metaforach dodając im znaczeń,
coraz inną muzę co dzień z nich wyławiam
i dopóki żyję, nie umiem inaczej... :)

sobota, 9 lipca 2011

Wyczaruj tęczę


Wczorajsza burza...




... wieczór po burzy...


... i pogodny poranek.

Dzisiaj niech płyną tylko dobre myśli,
by się nie zgubić w prędkich słów nadmiarze,
w ciszę poranka skryj wczorajszy wyścig,
niech nie wyblakną nam kontury marzeń.

Porzuć rutynę, popatrz w życie śmiało,
odkryj pogodnych zaułków przełęcze,
aby po burzy znów słonko nastało,
wyczaruj dla mnie dobrych myśli tęczę.

piątek, 8 lipca 2011

W krainie poezji



W krainie poezji jest mi tak bezpiecznie,
w jej cieniu się kryję przed spiekotą myśli,
choć od prozy życia nigdy nie ucieknę,
wierszami spowalniam jej natrętny wyścig.

Poezja, jak ogród, roztacza swe czary,
mogę się zanurzyć w kolorowe strofy,
jazgot codzienności ściszyć słów nektarem,
ścieżkami metafor biegać lekkim krokiem.

Mogę ją odwiedzać teraz albo nigdy,
zawsze mnie powita spod przymkniętych powiek
i, choć może komuś wydać się to dziwnym,
co czasem pomyślę, prozą nie wypowiem...:)

czwartek, 7 lipca 2011

Letnim wieczorem


Czas lilii.



Popatrz jak cudnie, lato wokoło,
wieczorna cisza idzie znad łąk,
da odpoczynek kwiatom i pszczołom,
gwiazdy mrugają, wytęż swój wzrok.

Nie warto ciągle z losem się wadzić,
ni dziury w całym szukać co krok,
pogodę w duszę trzeba wprowadzić,
zgiełk dziennych myśli pogrążyć w mrok.

Usiądź więc ze mną, ucisz swe serce,
zaznaj radości, muza niech gra,
poezja w duszy zadźwięczy pięknem,
ciesz się tą chwilą co właśnie trwa.

środa, 6 lipca 2011

A może byśmy w cieniu lipy

Trochę letnich krajobrazów poleskich.


Chmury...


i woda...


i wiatr.


Dziki rumian żółty (z mojego ogrodu).
*********************************************************

A może byśmy w cieniu lipy

W najkrótszą noc zapachem spływa,
spowita w pszczół słodkie brzęczenie,
w dzień, pośród ptaków popiskiwań
pod jej koroną chłodne cienie.

A może byśmy w cieniu lipy,
na progu lata, tam gdzie maki,
pośród konarów starych skrzypień,
raz się upili jego smakiem?

Radosną nutę nam zapewnią
basy i alty rudych trzmieli,
pszczoły zatańczą sambę zwiewną
w żółtawym pyłku z akwareli.

Eh... lato będzie krótko trwało,
niech nam dostarczy pięknych wzruszeń,
by z jego uczty pozostało
na zimę ciepła choć okruszek...

(napisany 22.06.2011)