niedziela, 31 października 2010

Tęsknię za majem


W zeszłym tygodniu zakwitł ciemiernik

Dzień mówi dzień dobry, choć ciemna godzina,
za oknem wciąż księżyc rogalik swój zgina,
lecz zgiełk mego miasta powoli już wstaje -
ja nie chcę – ja tęsknię za majem.

Paleta zszarzała, tak mało promyka,
nadzieja na ciepło gdzieś z wiatrem umyka,
szmer liści miłości już mi nie wyznaje -
ja nie chcę – ja tęsknię za majem.

W ogrodzie dziś szronem gałązki przybrane,
brunatność rozświetlił różowy poranek,
maleńka stokrotka wciąż kwiatek mi daje -
to lubię – choć tęsknię za majem!

sobota, 30 października 2010

Ona temu winna


Bonusik. W moim ogródku kwitnie jeszcze goryczka.

Podwędził ktoś liście, już nagie są drzewa,
wygonił precz ptaszki, bo żaden nie śpiewa,
kraj Ruskim poddany, wciąż grzęźniem w zaborach,
za zimno na dworze i krety śpią w norach.

Krakowskie jest nudne, bo krzyż gdzieś zabrali
i nowej rozrywki rodakom nie dali,
powodzie gnębiły, katastrof bez liku,
za dużo też kałuż na moim chodniku.

Kaczyński nikomu już ręki nie poda,
a "Fakt" dziś nie pisze, czy w majtkach jest Doda.
Ktoś maszty też skosił na polskim żaglowcu
i winda wysiadła w sąsiednim wieżowcu.

Zamknęli komisję, nie będzie spektaklu,
mąż żonę wystawił raz wtóry do wiatru,
posłanka kazała się w dupę całować,
a mi się od rana dziś nie chce pracować.

Że pogrzeb za mały, pomników za dużo,
że marazm, Palikot, że pierścień i róża,
że wierszyk ten piszę tak tylko pro forma,
wszystkiemu jest winna ta wstrętna Platforma!
***
"Ona temu winna, ona temu winna, pocałować go powinna,
on jest temu winien, on jest temu winien, pocałować ją powinien,
oni temu winni, oni temu winni, pocałować się powinni..." ;-)

piątek, 29 października 2010

ReTutka154

Znalazłam w sieci tekst nieznanego autora. Z uwagi na opisowo-refleksyjny charakter tego poematu i zgrabne ujęcie wierszem tematu, postanowiłam go zaprezentować w ogródku.

Nam lecieć nie kazano.Wszedłem do kokpita.
I spojrzałem na pole...trzeba brata spytać.
Jak przekonać pilota w mglistej atmosferze,
By odwagą pokonał nieprzyjaciół wieże,
Z której Moskal przez radio próbuje dyktować
Prezydentowi Polski - gdzie ma wylądować.
Przez mgłę dostrzeże prawdę człowiek wielkiej cnoty
Co przejrzał dziadów, małpy oraz palikoty.
I z czystym sercem powie, że mgły tej przyczyna
Tkwi w potajemnym spisku Tuska i Putina.
Chcą mnie z drogi zawrócić i wysłać do Mińska.
Już widzę, jak się cieszy pewna morda świńska.
Lecz ja się nie ulęknę broniąc racji stanu.
Już raz mnie zaciągnęli do Azerbejdżanu.
Wylądujemy tutaj, żeby zbaranieli
Jak Tusk, kiedy wkroczyłem na salę w Brukseli.
A w najgorszym przypadku - śmierć na posterunku.
Przynajmniej cały naród nabierze szacunku.
Tylko, by nie mówili "Lechu-Kamikadze",
Najlepiej jeśli jeszcze brata się poradzę.
"Jarku, jest pewien problem bo lecimy nisko.
Ruskie chcą nas skierować na inne lotnisko"

"Ależ to oczywista przecież oczywistość,
że kłamią, by nam zepsuć całą uroczystość.
Nie będzie nas kontroler wodził po manowcach,
Bo przecież to samolot na bazie bombowca.
Nawet gdy walnie w ziemię to się nie rozwali.
Powiedz wieży, że Tupolew nigdy nie nawalił.
Będziemy postępować tak jak było w planie.
Wiesz przecież, co masz robić - wykonać zadanie.
A Błasik niech tam dobrze przypilnuje.
Zadzwoń ponownie do mnie, jak już wylądujesz.
By Ci dodać otuchy - odmówię paciora
I masz błogosławieństwo Ojca Dyrektora.

Czego nie powiedziano w tej rozmowie braci.
Że, by władzę odzyskać, trzeba czasem stracić.
"Gdybyś jednak wpakował rękę do nocnika.
Cały naród Cię uczci jako męczennika".

Źródło:http://alicja.homelinux.com/news/Nam_leciec.html

Godz. 11:05 - teraz oświeciła mnie SEG. Autorem poematu jest Tadeusz (tw52). Gratulacje dla Tadeusza. :)

czwartek, 28 października 2010

"Śpieszmy się kochać ludzi..."



Mijają szybko dni października,
ubywa światła, bledną kolory...
listopad czai się chłodem z cicha,
ziemię spowije w ochrowe wzory.

I dniami wspomnień o Tych, co byli,
swoją wędrówkę ziemską rozpocznie,
trochę da ciszy, smutkiem zakwili,
jak mały ptaszek w gniazdku na wiosnę...

Wspomnijmy miło Tych, co odeszli,
nim na cmentarzach znicze zapłoną,
słowem ulotnym, co w swojej treści,
odświeży chwile z Nimi spędzone.

Niech ten Ich obraz, co w nas pozostał,
dzisiaj ukoi ciężar rozstania,
ściśniętym sercom czas niechaj sprosta -
życie do przodu ciągle pogania...

Śpieszmy się kochać tych, co zostali
- każdy na ziemi tylko przechodzień -
by od nas uśmiech zawsze dostali
i tę zwyczajną czułość na co dzień.

środa, 27 października 2010

Socjotechnika


Trochę lasu bukowego specjalnie dla Safiry.

Gdy socjotechniką jest złość i destrukcja,
to na nic się nie zda tu zgody instrukcja.
Nie listy, nie prośby, ni gesty pokoju
nie dotrą do ludzi prezesa pokroju.

Dla niego to kłamstwa są socjotechniką,
nienawiść z nich płynie szerokim strumykiem,
bo przemysł pogardy wszak zła potrzebuje,
on wciąż w nim się pławi, podsyca i pluje.

A któż by te słowa poważnie traktował?
Zakuty łeb zgody nie będzie przyjmował.
Tu z urny wyborczej realne wyniki
niech będą sprawdzianem tej socjotechniki!

wtorek, 26 października 2010

Medialne dopalacze

Telewizja, za darmochę,
wciąż sprowadza polityków,
by widownię, choć na trochę,
do ekranów brednią przykuć.

Specjalistów - tej "miernoty" -
nikt już nam nie pokazuje,
bo wystarczy, jak idiota
rzeczywistość zdiagnozuje.

Nikt intencji nie rozważa,
bo dla widza to za trudne,
w głowę trzeba mu nawsadzać
co śmierdzące jest i brudne.

Specjalista cię zanudzi,
nic "na ławę" nie wyłoży
i do kłótni nie podjudzi -
z nudów sen cię tylko zmorzy.

Dopalacze zaś zadbają,
byś nie myślał ni przez chwilę,
dwie kroplówki ci podając:
bełkot i adrenalinę.

Całą dobę bądź gotowy,
wyłącz rozum, rzuć spacery,
wnet miał będziesz, zamiast głowy,
TVN 24!

poniedziałek, 25 października 2010

Piękno i rura


Stare złoto - tak przebarwiają się buki.


Okolice Batorza na Roztoczu Lubelskim.


Bukowy wąwóz.


Czynne żeremia bobrów na potoku w centrum Batorza.


Stok modrzewiowo-bukowy.


Krokusy jesienne kwitnące teraz w moim ogródku.

Zachwycę się liściem, jesiennym widokiem,
szarością i mżawką, srebrzystym potokiem,
tą chmurą, co niebo zasnuła mi całe
i wcale nie myślę, że dziś poniedziałek.

Więc kawę wypijam, by myśli uśpione
zaczęły mi śpiewać, jak wiosną skowronek,
w codzienność się zwykłą z radością zanurzę,
a prezes... niech dalej tańcuje na rurze!*

*Gazociąg Północny.

niedziela, 24 października 2010

Gałązka na wietrze



Cóż pisać, gdy temat tak mdły jest, jak flaki,
gdy dzień zmierzchem wstaje, gdy zmilkły już ptaki,
termometr za oknem za mały ma słupek,
z ekranu spogląda wciąż jeden półgłupek,
gdy wszystko w marazmie już grzęźnie po uszy,
gdy ból egzystencji wciąż siedzi mi w duszy,
gdy liście pokotem ogródek zasłały,
gdy serce za duże, a rozum za mały...
Na co dzień każdego na duchu podnoszę -
lecz przyszła ta chwila, że ja Was poproszę...
Posłucham, co każdy z Was dzisiaj mi powie.
Już jasno za oknem. Niech słonko podpowie.:)

sobota, 23 października 2010

Przepraszanie



Skłońcie uwagę, Panowie, Panie -
dzisiaj w ogródku me przepraszanie.
Korony nie mam, więc mi nie spadnie,
jak Was tu wszystkich przeproszę ładnie.

Przepraszam mili, że nieudolnie
rymy swe składam trochę dowolnie,
że, choć każdemu jestem przychylna,
myśl ma nie z każdym kompatybilna.
Że są tu błędy, dużo przecinków,
może dla kogoś zbytek docinków,
moja aluzja bywa za cienka,
zbyt kolorowa wiersza sukienka,
przenośnie trochę ciut za magiczne,
a komentarze może cyniczne,
że na odpowiedź czasu brakuje,
że nawalanka mi nie smakuje,
i że nie powiem, kto z Was ma rację,
bo bardzo cenię słów demokrację.

Lecz nie posypię popiołem głowy,
że wciąż oglądam Szkło Kontaktowe,
nie będę także przeprosin słała,
że ja na Bronka głos swój oddałam,
że lubię obłok, słońce i wiatr
i bardzo kocham ten dziwny świat!

piątek, 22 października 2010

Wołanie o ciszę



Wszyscy są winni - akt ekspiacji -
naród się musi szybko ukorzyć,
bo szaleńcowi przyznać trza rację,
no i do władzy drzwi mu otworzyć.

Sączą się z mediów – ekranów, gazet,
potoki jadu i nienawiści,
news wciąż jest górą, bo się nie zdarzy,
okazję trzeba więc wykorzystać.

Wzajemne żale dysput osnową,
wciąż wykrzywione usta i twarze
i już z urazów, starych i nowych,
każdy każdemu zrywa bandaże.

Belki nie widząc we własnym oku,
wciąż oskarżenia gnom zły wysyła,
dostrzega tylko w złości amoku
władzę, co mu się znów nie ziściła.

Już się pogrzebał w bluzgów odmętach,
więc mu ostracyzm dzisiaj ogłoszę,
a na kolanach, ja wszystkie media,
o koalicję ciszy poproszę!

czwartek, 21 października 2010

Wóz

Pędzimy przez zakola dziejów,
trochę po rowach i poboczach,
wóz ostro skacze bo wybojach,
i pokonuje strome zbocza.

Choć koła grzęzną czasem w błocie,
właściwą toczy się ulicą,
z boku zaś siedzi stary szofer,
co wciąż chce być za kierownicą...

Na nogach ledwo się już trzyma,
w głowie marszruty starej treści,
nieomylnością się nadyma ,
i kataklizmy dziejów wieści.

Od bluzgów zapluł się już całkiem,
jadem zasmarkał się do pasa,
nogami tupie nieustannie,
lecz wciąż mu pachnie ta kolasa.

Po raz kolejny dostał kopa
od pasażerów "przypadkowych",
chce zdobyć auto, bo go poparł
niezłomny aktyw terenowy.

Strzec nam dziś trzeba, by nie uległ
wóz, co wciąż jedzie, wypadkowi,
kółka nie oddać wciąż choremu
na władzę tylko, szoferowi!

środa, 20 października 2010

Jesienne impresje z podziękowaniem


Droga w okolicach Ostrowa Lubelskiego z "zawianymi" drzewami.


Róża z mojego ogródka pięknie kwitnie mimo jesieni.


Wąwóz w Kazimierzu Dolnym.


Jagody kaliny.


Fragment Wisły.


Kwitnie jeszcze mimoza, czyli nawłoć.


Klon w pomarańczowej sukience.

Polska, to piękny kraj, zasługujący na to, by go kochać, szanować i służyć mu na co dzień, a nie pławić się we wzajemnych waśniach, które rodzą nienawiść i doprowadzają do tragedii.

Wszystkim Gościom Ogródka jeszcze raz serdecznie dziękuję za wspaniałą urodzinową imprezę, którą mi wczoraj sprawiliście. Dzisiaj Dzień Ogródkowicza z ostatnimi jesiennymi fotkami.

wtorek, 19 października 2010

Przemijanie



Styczeń, sierpień, październik...
ile zim, ile lat
święta ziemia mnie nosi -
nie mam głowy do dat.

Wichry dziejów mi wiały,
w głowie został ten szum...
lecz słowiki śpiewały
nie żałując swych strun.

Ciągle trwam, nie narzekam,
wśród słowików i burz,
czas, choć nie chce poczekać,
wciąż dostarcza mi róż.

Szarość dnia nie przesłania
tęczy uczuć, ich lśnień,
ciągle nowe wyzwania...
jeden dzień, drugi dzień...

Ile dobry kalendarz
będzie dla mnie miał dat?
Nie chcę wiedzieć. Niech jeszcze
trochę potrwa mój świat.

poniedziałek, 18 października 2010

Inwazja UFO

Nowe wybory, więc nowy kostium
prezes misternie szykował,
"trynd" ma też nowy, nowych fachowców,
świetlane hasła zmontował.

Więc :"Nasza ziemia" - byście rodacy
nie mieli już wątpliwości,
wkrótce inwazja jakiegoś UFO
na tym padole zagości.

Może kosmici lub też Marsjanie
cywilizację nam niosą?
Bo my jesteśmy republikanie,
a oni światłość ogłoszą.

Do każdej gminy, każdej parafii
trafić ma pis-ufoludek
każda stodoła dostanie afisz,
z portretem wodza dla trzódek.

I każdy sraczyk będzie ozdobion
gustownym cud-konterfektem,
nową też jakość nadadzą żłobom,
zachwycą czynu efektem.

Lecz aby ziemian ta dzika tłuszcza
bredni słuchała ze sracza,
to ufoludki zapewnią wszystkim
z każdej ambony tłumacza!

niedziela, 17 października 2010

Słowo na niedzielę





Opowiadanie, które dzisiaj proponuję, krąży po różnych blogach, więc postanowiłam zamieścić go również w ogródku, bo uważam, że warte jest szerszego rozpowszechnienia. Ku zadumie i niedzielnej refleksji, z nutką humoru.:)

Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie.

Po deszczowej niedzieli w Niebie nastał poniedziałkowy poranek. Jak zwykle w poniedziałek, odbywało się robocze zebranie w celu ustalenia planów na najbliższy tydzień. Pan był zmęczony i trochę rozdrażniony. Z niecierpliwością patrzył na piętrzący się przed nim stos teczek ze sprawami do załatwienia. Teczki podawał i sprawy referował mu Święty Piotr. Sucho i treściwie przedstawiał Panu: tutaj powódź, zalane drogi i piwnice, wznoszone są modły... A tutaj susza, nie ma co jeść, ludzie się modlą i proszą o wybawienie... Pan pytał o szczegóły, decydował, podpisywał, i tylko chwilami wznosił oczy do nieba. Słońce powoli wędrowało przez nieboskłon i stos teczek malał z wolna. W końcu na stole pozostała tylko samotna kartka papieru.
- A to co? - zapytał Pan z nadzieją w głosie, spoglądając na zegarek. - Czy mogę już pójść na obiad?
- Oczywiście, Panie - odpowiedział Święty Piotr - ... ale oni... oni znowu śpiewają.
- Oni? Znowu? - rozsierdził się Pan. - I znowu fałszują jak zawsze?
- Znowu jak zawsze fałszują, niestety - smutno potwierdził Święty Piotr.
- Dlaczego ja im nie dałem tego genu, który dałem Rosjanom? - z rozdrażnieniem zapytał Pan. - Przynajmniej można by słuchać ich śpiewu. A tak... No, dobrze. I czego oni znowu chcą?
- Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie. O to się modlą - odpowiedział Święty Piotr. - Co tydzień modlą się o to samo.
Pan, znowu patrząc na zegarek, westchnął z rezygnacją. - Daj mi tę kartkę. I długopis. Ten duży, no wiesz, który. - Po czym, wstając od stołu, coś szybko napisał i podał kartkę Świętemu Piotrowi. - I zrób proszę tak, żeby oni już nie śpiewali. A przynajmniej nie w mojej obecności.
-
Kilka minut potem Święty Piotr stukał do drzwi Sekcji Polskiej Ministerstwa Spraw Ziemskich. “Proszę!” zabrzmiało w odpowiedzi. Święty Piotr wszedł. Za stołem siedział Anioł w krakowskim stroju i w kapeluszu z pawim piórem. Pióro było do połowy złamane.
- A, to ty... - powiedział Anioł, szybko chowając szklankę pod stołem.
- To ja - powiedział Święty Piotr, wstrzymując oddech, żeby nie czuć zapachu. - Tutaj jest decyzja Pana. - I podał kartkę Aniołowi.
- “Zwrócić” - z trudem przeczytał Anioł. - Zwrócić, hmm... To znaczy, zwrócić co? I komu mianowicie?
- Ojczyznę - odpowiedział Święty Piotr. - Im.
- Jak to “im”? - obruszył się Anioł, wstając na nogi o tyle, o ile to było możliwe. - Przecież oni mają wszystko, czego dusza zapragnie. Mają kraj, mają granice, mają swój język, szkolnictwo, radio, i telewizję. I nawet mają ten, no, Kabaret Starszych Panów. Najlepszy kabaret na świecie, ja ci to mówię! No, to czego im jeszcze potrzeba?
- “Ojczyznę wolną” - powiedział Święty Piotr. - Tak śpiewają. Pan już tego nie może wytrzymać.
- No dobrze, ale dlaczego ja? - zapytał Anioł. - I co ja mam właściwie zrobić?
- To już nie moja sprawa. - powiedział Święty Piotr wychodząc pośpiesznie, bo już nie mógł dłużej wstrzymywać oddechu. Kiedy odwrócił się plecami, Anioł pokazał mu język.
- Ojczyznę wolną... - wymamrotał Anioł, wyciągając szklankę spod stołu. - Kiedy, jak, i w jaki sposób?
- Zrób wybory - powiedział jakiś głos za plecami Anioła.
- Wybory? - spytał Anioł. - Czyś ty oszalał? A co na to Rosjanie?
- Rosjanami ty się nie przejmuj. Rosjanie mają teraz co innego na głowie. Zrób wybory, mówię ci - powiedział głos.
- Co za szatański pomysł - powiedział Anioł. - A tak w ogóle, to skąd żeś się tutaj wziął?
- Jak to skąd? Ja zawsze jestem tam, gdzie mnie potrzeba. Zrób wybory, mówię ci. To ich uspokoi.
- Po moim...- tego zdania Anioł nie zdołał dokończyć. Czysta wyborowa okazała się silniejsza.
- Tutaj jest ścierka - rozległo się po krótkim milczeniu. - No, to jak będzie z tymi wyborami?
- Uuum - z trudem odpowiedział Anioł. - Dziękuję za ścierkę. Bardzo cię przepraszam.
- Cieszę się z twojej zgody - odpowiedział głos. - Teraz mi powiedz, ile procent?
- Czterdzieści - po chwili namysłu odpowiedział Anioł. - Teraz czuję, że jednak za dużo. Jeszcze raz cię przepraszam.
- Nie pytam o te procenty. Pytam o wybory. Ile im dajesz? Stu procent Rosjanie jednak nie zniosą - zawyrokował głos.
- Powiedziałem, że czterdzieści - usiłował zatuszować Anioł. - No, może trzydzieści pięć. Zresztą niech to będzie twoja sprawa. Ja mam inne zmartwienia. Aaa, i jeszcze jedno. Poślij im tych dwóch.
- Jak to, tych dwóch? Tego bym się po tobie nie spodziewał. Anioł nie powinien być złośliwy. Za co ty się mścisz?
- Za czystą wyborową. Mogliby ją lepiej destylować. A jeśli im się nie chciało, to niech mają za moją poniewierkę. Niech się męczą, jak ja teraz.
- To mógłby być mój pomysł, a nie twój - z namysłem odpowiedział głos. - Ale skoro nalegasz, to zrobię ci tę drobną przysługę. Poślę im tych dwóch. Od siebie dołożę kilku arcybiskupów żeby nikt nie mówił, że anioł był bardziej złośliwy od szatana.
- Tylko proszę nie mów Panu, że to ja wymyśliłem, kiedy oni znowu zaczną fałszować po swojemu.

autor: narciarz2
źródło: http://szostkiewicz.blog.polityka.pl/

sobota, 16 października 2010

Wesoła nocka



Jesienną nocą, przy ciemnym niebie,
siedzę cichutko za klawiaturą,
literki milczą, słucham więc siebie,
minuta mija już nie wiem, która...

Tyle mam myśli, słów niepotrzebnych,
w głowie wciąż tylko chaos i zamęt,
miast poetyckich wzlotów podniebnych,
w dołku uparcie siedzę na amen.

Wino nalewam, co weny źródłem
już niejednego było poety,
pobudzić rymy umie wszak cudnie...
potem kieliszek drugi i trzeci...

Nagle - olśnienie! Literki tańczą,
włączam wesołą, skoczną muzyczkę,
wokoło kwiaty i pomarańcze,
więc winka jeszcze troszeczkę łyknę...

Wstaję zza biurka, puszczam się w tany,
ze mną korowód myśli, uniesień,
ekran i myszka też ciut zawiani,
chwalą październik i złotą jesień.

Jive, samba, rumba i pasodoble,
taniec z gwiazdami oraz z księżycem,
który swym światłem wielce nadobnym
tuli mnie w tangu z błyszczącym licem.

Poranny efekt pląsów mych nocnych
niechaj przysłoni mgiełki kulisa,
kawa podaje mi dłoń pomocną...
Ale ten wierszyk sam się napisał!

piątek, 15 października 2010

Dni



Dni - tkanina ścisła i zwarta,
snuta gęsto z radości, smutków,
przeplatało nitki drobniutko
życie – prządka losu uparta.

Haftowało na niej misternie,
kolorową nitką radości,
upragniony deseń miłości:
ciemne róże porosłe cierniem.

Igła ostra i połyskliwa
kłuje pewnie, równo, dokładnie,
z góry wiedząc gdzie ścieg wypadnie,
wzór barwami uczuć wyszywa.

Na tle zwykłym i jednostajnym,
jak szarego płótna prostota,
kładzie lśniące pasemka złota -
ślady słońca, co nie mijają.

Mocnym pąsem, jak jedwab miękkim,
śmiało serca kształt naznaczony,
znak nadziei jasnozielony,
kładą ruchy cierpliwej ręki.

Kiedy oczy zaszklą się łzami,
milknie szare tło barwnych wzorów,
a zostaje prawda kolorów,
tryumfując żywymi skrami.

I rozlewa się śmiałą tęczą,
wystrzelając łukiem świetlistym,
a w pryzmacie łez przezroczystym
giną smutki. I już nie dręczą!

czwartek, 14 października 2010

Berecik

Berecik pomyślał: jam w cenie!
Zalotnie poprawił więc włosek,
a skoro mam dziś powodzenie
do góry zadzieram swój nosek!

I pójdę se wnet na Krakowskie,
gdzie lubię zazwyczaj pofikać,
bo może, gdzieś tam, Matko Boska!
bezbożnik po Trakcie pomyka?

Ja ulżę se na nim - niestety,
do tego moralne mam prawo,
napluję więc mu na mankiety,
publisia zaś będzie bić brawo.

Lub może pogonię komucha,
Żyd jaki się gdzie napatoczy,
ach, marzy mi się rozpierducha,
aż radość zalewa mi oczy!

Pokrzyczę se też tujestpolska,
gdzie ZOMO tuskowych postawię,
od rana do późnej zaś nocki,
różańcem się trochę pobawię.

Tłum kaznodziei napuszczę,
bo chcę coś zrobić dla świata,
będą bezbożną tę tłuszczę,
Bożecośpolską wymiatać.

A więc rodaku chodź ze mną,
nie z gołą głową, czy w czapie,
w tym tajemnicy jest sedno:
jam jest prawdziwym Polakiem!

środa, 13 października 2010

Zamglone impresje

Promień słońca nie budzi już rankiem,
świat schowany za mglistą kurtyną,
po omacku więc wstaję do pracy,
myśl splątana wciąż snu pajęczyną.

Trawnik cały od szronu srebrzysty,
gra preludium do dni, co nastaną,
świat nie wabi błękitem przejrzystym,
rześkim chłodem znów wita poranek.

Jakże szkoda tych dni, co już przeszły,
letnich wspomnień, radości, uniesień...
Daj mi dłoń, byśmy razem dziś weszli,
z zasłon mgły do tych barw, co ma jesień.

wtorek, 12 października 2010

"Racz nam wrócić, Panie"

Do gestu patriotów,
z zaborów, okupacji,
sięgają dziś miernoty
w zapale swym knajackim.

Z językiem nienawiści,
agresją i zniczami,
czekają, aż się ziści
sen czarny, jak atrament.

Przespali niepodległość,
historię przegapili,
w absurdzie tego gestu
swój rozum utopili.

Śnią im się szubienice,
więzienia i szafoty,
z szaleńca złym obliczem,
w bezmiarze swej głupoty.

Wodzowi, co podpala,
chocholi wielbi taniec,
gdy szajba mu nawala
racz rozum wrócić, Panie!

poniedziałek, 11 października 2010

Wasz Dzień


Owoce róży pomarszczonej.


Marcinki, zwane też michałkami albo jesieniami.


Śnieguliczka w odmianie różowej - prawdziwe cudo:)


Jeszcze kwitną wrzosy...


Zimowit jesienny w dwóch odmianach: białej i różowej plus owocki miechunki.

Dzisiaj nie będzie mojego wierszyka. Ogłaszam Dzień Ogródkowicza i zachęcam Wszystkich do zamieszczania swoich przemyśleń w każdej, dowolnej formie. Oczywiście wierszyki są szczególnie mile widziane. Nie narzucam żadnych tematów, piszcie, co Wam w duszy gra, o wszystkich sprawach.
Żeby Wam się milej pisało, zamieszczam kilka zdjęć jesiennych darów przyrody, z mojego (i nie tylko) ogródka. :)

niedziela, 10 października 2010

Niedzielna rozmowa

Mój Panie, co na obłokach,
oglądasz mnie tu na co dzień,
widzisz, żem żadna opoka,
tylko zwyczajny przechodzeń.

Nie lubię zbytnio się trudzić,
choć pracy mi nie brakuje,
w niedzielę mogę się nudzić,
w niedzielę ja leniuchuję.

Nie pójdę na żadne wiece,
marsze, rocznice, pochody,
rankiem, w pozycji na plecach,
z Tobą rozpocznę wywody.

Ślepcem się sobie wydaję,
co górę chce definiować
i przed pytaniem wciąż staję,
jak mam Twe plany pojmować?

I choćbym wszystkie na świecie
rozumy mędrców pojadła,
to w swej marności człowieczej,
Twych planów bym też nie zgadła.

Ale się przyznać nie wstydzę,
że do tej prawdy się skłaniam:
nie chcę był jasnowidzem,
co Twe zamiary już "paniał".

Wstaję więc z łóżka cichutko,
poranną kawkę zaparzam,
smutki zamykam na kłódkę,
o letnim słonku pomarzę!

sobota, 9 października 2010

Jeszcze wczoraj...

Jeszcze wczoraj ten wiatr nad Beskidem,
włosy pieścił i śpiewał z obłokiem,
jeszcze rankiem dzwoniły skowronki,
a kos gwizdał radośnie za oknem...

Jeszcze brzoza, co dzisiaj złocista,
wczoraj miała zielone warkocze,
jeszcze kasztan, co dzisiaj bezlistny,
sypał rudym, błyszczącym owocem.

Jeszcze ogród kolorem urzeka
aksamitek, marcinków, złocieni,
tylko dalie srebrzystą powieką
przykrył szron i purpurę zacienił.

Ranek ciszą zasmuca pod niebem,
mgiełek chustą październik się bawi,
deszczem liści wiatr pokrył już ziemię,
odleciały jaskółki, żurawie.

Tak bym chciała, jak róża w chochole
srogiej zimy uściski przeczekać
snem słomianym w śniegowej pościeli,
wiosennego poranka doczekać!

piątek, 8 października 2010

Kodeks etyczny PiS


Całkowita lojalność wobec władz. W PiS powstaje kodeks etyczny.
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,8477108,_Calkowita_lojalnosc_wobec_wladz___W_PiS_powstaje.html

Kiedy moralny PiS-u kręgosłup
zaczyna w partii trochę szwankować,
prezes zaprzęga członków i posłów,
żeby go prędko podreperować.

Tezy ustalił jako przywódca
jedynie słuszne i tylko prawe,
przed nimi trzeba stanąć na baczność,
wodza podziwiać, tezom bić brawo.

Prezesów cudzych czcić już nie będziesz,
gęby nie wytrzesz jego imieniem,
chyba, że w hołdzie – zawsze i wszędzie -
nabożnym kwikiem dasz uwielbienie.

Modlić się będziesz tylko do niego,
bratu zimnemu stawiać pomniki
i niech cię Pan Bóg broni od tego,
byś przed mediami uprawiał krzyki.

Władzy lojalność - najwyższą cnotą,
Pawka Morozow będzie ci wzorem,
na tego, kto ją złamie – z ochotą
doniesiesz szybko oraz z honorem.

Na wszystkich teczki prezes założy,
i z twych występków porobi haki,
spisane będą czyny, rozmowy,
więc się nie wyprzesz żadnej swej draki.

Krzewić wartości masz chrześcijańskie,
polską kulturę tylko promować,
co dzień odwiedzać świątynie pańskie
i sukienkowym zawsze wtórować.

A gdy nie pójdziesz wskazań tych drogą
i po swojemu zaczniesz coś mieszać,
prezes wymierzy karę ci srogą:
członka wydali albo zawiesi!

czwartek, 7 października 2010

Szarobura Eminencja

Pewien internauta, komentujący na forum "Gazety Wyborczej", podjął się ratowania kota Alika, bo – jak stwierdził - co jest winien kot, że ma pana idiotę?
Pan podzielił się swoimi przemyśleniami, internauta je spisał, a ja doszłam do wniosku, że warte są one rozpowszechnienia, jako antidotum na poważne "wszystkie nasze dzienne sprawy". Wierszyk wprawił mnie w doskonały humor, a szczególnie wizja kota Alika po walerianowym dopalaczu.:)

Zaczerpnąłem tę wiedzę od mojego Kota ,
Że najlepsze są karpie z okolic Nawrota.
Nie będzie chamska prasa głupot mi wciskała,
Że taka gmina w Polsce nigdy nie istniała.

Z wszystkich poddanych w PiS-ie i rodziny w domu,
Tak jak mojemu Kotu nie ufam nikomu.
On nigdy mnie nie zdradził – ta bestia pokorna,
On pierwszy dał świadectwo, kim jest suka Dorna.

Kilku innych, co pchało partię w błędów stronę -
Rozpracował i gniewnie pomachał ogonem.
Nigdy żadnej krytyki i pełna lojalność
Od czasów, gdy zakładał ze mną Solidarność.

Trochę zepsuł kampanię, łagodnie naćpany
Gdyż Poncyliusz mu przyniósł flaszkę waleriany.
Ale znowu jest źródłem mojej inspiracji
Kiedy słucham, jak mądrze mruczy po kolacji

Szkoda, że już nie mogę pochwalić się bratu
Listem, który napisał Kot do dyplomatów.
Kiedy wreszcie zdobędę prezydencki pałac,
Uczczę go - jak Aleksander swego Bucefała

Naszą wielkość doceni na końcu historia,
Bo gdy widzę, jak znaczy swoje terytoria
Już wiem – na każdym miejscu, które Kot obsika,
Powołamy komitet budowy pomnika.

autor: tw52
(tytuł mój)

środa, 6 października 2010

Nobel za in vitro

Pan Jezus byłby za in vitro,
takie mam święte przekonanie,
więc nie pouczaj mnie w tej sprawie
w czarnej sukience butny panie.

Bo ty ojcostwa nie zaznałeś,
nie wiesz, co miłość jest do dziecka,
rozsądek całkiem ci przesłania
obskurantyzmu czarna kiecka.

Od mądrych nauk chrystusowych
z dawna odszedłeś już daleko,
kręci cię pieniądz, polityka,
płynąca z ambon wielką rzeką.

Więc proszę, abyś się nie wtrącał
w sprawy, co ciebie nie dotyczą,
pomyj na głowy nie wylewał,
nadzieję chcącym mieć, rodzicom.

Znajdź w sobie trochę tej pokory,
powściągnij rozbuchane ego,
Chrystus bogactwem się nie szczycił,
tylko miłością do bliźniego!

wtorek, 5 października 2010

Błotne wynurzenia


"Pana miejsce, Panie Premierze w Smoleńsku, po katastrofie, było w pozycji na baczność, w błocie i ciemności przy ciele Prezydenta, a nie w uścisku Putina. Z tego uścisku już się Pan nie wywinie. Nie zazdroszczę Panu."
(źródło:http://www.pis.org.pl/article.php?id=17811)

Była minister Poraniona,
cud-instruktażem zachwyciła,
Putina gestem zniesmaczona,
głęboką myśl nam powierzyła.

Do etykiety, pis-kanonów,
w bezdennej mózgu swej pustocie,
dodała jeszcze, dla fasonu,
stanie na baczność w gęstym błocie.

W ciemnościach, mężnie oraz długo,
miast grzęznąć w ramion złych uścisku,
cnotę wykazać w deszczu strugach,
wrogowi przyrżnąć zaś po pysku.

W wykwicie bredni i bełkotu
pani minister główna siła,
bo wszak z uścisku pis-głupoty,
do dzisiaj się nie wyzwoliła.

Dyplomatołkom, co wciąż knują,
cnót wolskich przykład niechaj płynie,
bo pani Anna dorównuje
mądrością Nelly Rokicinie!

poniedziałek, 4 października 2010

Naćpany poniedziałek

W moim magicznym ogrodzie,
w październikowy poranek,
w leciutkim wietrze, na chłodzie,
zwierzątka chodzą naćpane.

Myszki malutkie w pląs poszły,
wąsy się im poskręcały,
wzrok mają dumny, wyniosły,
ziarenka w norki zebrały.

Krecik też cały w nirwanie
dołeczki radośnie kopie,
nie siedząc wszak w maku łanie,
ani w zagonku konopi.

Ja, choć tu koki brakuje
(jakoś mi to nie podchodzi),
w gródku świetnie się czuję,
w mej głowie wierszyk się rodzi.

Naćpana życia radością,
z krecikiem wyśpiewam pochwałę:
ogródek jest naszą miłością,
choć dzisiaj znów poniedziałek!

niedziela, 3 października 2010

Kongres z przymrużeniem ;-)

Żal, żal za Platformą,
pogardziła mą reformą,
choć mą matką, ja chromolę,
zrobię sobie samowolę.

Hej, hej, radykały,
brzuch w purpurze do odstrzału!
Za mną wszystkie Robespierry,
dam roboty od cholery!

Ona jedna tam została,
ma Platforma, tak zgnuśniała,
stara ciotka i zgryźliwa,
dupowata, bojaźliwa.

Hej, hej, radykały...

Posłowanie mnie już brzydzi,
bo mych starań nikt nie widzi,
dalej bracia za mną śmiało,
dobrze nam się będzie działo!

Hej, hej, radykały...

W puch rozpirzym purpuratów,
wy mi dacie zgodę na to,
seks religią uczynimy,
czarnych z kraju wypędzimy!

Hej, hej, radykały...

Tusk od dziś ma pełne gacie,
więc wyborów nie wygracie,
Już nie jestem szarą myszą,
postulaty wszyscy słyszą!

Hej, hej, radykały...

Dam muzykę, drinki, taniec,
moher rzuci wnet różaniec,
w pył rozniosę myśl wszeteczną
i szczęśliwość dam też wieczną!

Hej, hej, radykały...

A jak mi się nie powiedzie,
znów do Sejmu pójdę siedzieć,
bo Platforma, dobra matka,
więc przygarnie mnie, gagatka!

Hej, hej, radykały...

sobota, 2 października 2010

Obsesja



Sobotni ranek, świta za oknem,
człowiek z rozkoszą przeciąga ciało,
wstawać się nie chce, łóżko tak ciągnie...
pospać by trochę jeszcze się zdało...

Myśli uśpione także nie wstały,
w głowie impresje z dnia wczorajszego...
że w telewizji jakieś cymbały,
wciąż wychwalają porąbanego...

Że u Rydzyka znów narozrabiał,
bijąc na głowę nawet patrona,
apokalipsy wizje przedstawiał
mistrz w odwracaniu kota ogonem...

Że wszędzie skandal jest za skandalem,
że ktoś mu srebra ukradł rodowe,
absurd osiągnął dawno powałę,
a on szaleństwa wymyśla nowe...

Że chce pomników w każdej mieścinie,
no i patrona każdej ulicy,
martyrologią krasi swe miny,
grzechy rodaków będzie rozliczał...

Przemysł pogardy wiecznie pracuje
bez odpoczynku, już na trzy zmiany.
Co w chorym mózgu dziś się wykluje?
Wstaję i szybko nastawiam pranie!

piątek, 1 października 2010

Październik

Z mglistym porankiem wszedł do ogrodu,
z ostatnich kwiatów stroi bukiety,
kaprysi słotą, błyśnie pogodą,
grzyby zabiera z lasu - niestety.

Jak strojna panna barwą uwodzi
jabłek, co w skrzyniach poukładane,
z wiewiórką zręcznie na orzech wchodzi,
alejki ściele gęsto kasztanem.

Chłopcom podrzuca piłkę wśród liści,
dziewczynom włosy miękko rozwiewa,
gdzieś za kominem, w mroku cienistym,
ostatnim świerszczem jeszcze zaśpiewa.

Z wiatrem w poświacie tańczy księżyca,
porządki robiąc w ulicznych koszach,
porannym srebrem szronu zachwyca
i po kałużach chodzi w kaloszach.

Kocham październik, jego kolory,
napiszę o nim parę wierszyków,
bo tak jak on mam zmienne humory -
wszak urodziłam się w październiku!