niedziela, 9 grudnia 2012

Spod śnieżnej zaspy

Zimowa biżuteria mojego ogrodu (fotki robione wczoraj, 8.12.2012 r.). Owoce konwalii...
... i berberysu.
Rajskie jabłuszka.
I najnowsze modele zimowych kapeluszy :)
Spod śnieżnej zaspy

Koronką szadzi okryty pejzaż,
przestrzeń zastygła w surowej ciszy,
korale głogów w zbielałych rzęsach
mroźną półnutą wicher kołysze.

Diamenty zimy lśnią w tafli rzeki,
srebrem się mienią skrzydła gawronom,
w nadrzewnych soplach drży słońca cekin,
sen róż w chochołach cierpko utonął.

I znikąd ciepła. Chyba, że wierszem
roztopię ostre zmarzliny lodu,
gdy jesteś w strofach, zielenią wzejdzie
spod śnieżnej zaspy nadziei powój.

czwartek, 6 grudnia 2012

Okruchy ciepła

Wczorajszy zachód słońca, godz. 15:14.
Dzisiejsze zorze poranne przed wschodem, godz. 6:48.
Okruchy ciepła

Tak trudno czekać dziś na wiosnę,
gdy czysta biel milczeniem chłodzi,
resztka nadziei, trochę wspomnień
u schyłku dnia w purpurze godzin,

kwiat zasuszony magią lata,
w nim zapach słońca, wiatru szelest,
okruchy ciepła w strofy wplatam,
gdy mroźny świt za oknem dnieje.

A czułość? Ona w wierszach skryta,
choć czasem niknie w nurcie zdarzeń...
Dlaczego, więcej już nie pytam.
Tęsknię. I wciąż o wiośnie marzę.

środa, 5 grudnia 2012

***Grudniowy poranek

Zimowy świt w Lublinie.
Ptasia stołówka na miejskim skwerku.
I na ocieplenie grudniowych pejzaży - mój aktualny mini ogródek domowy.
 ***Grudniowy poranek

Grudniowy poranek zniknął w szarych chmurach,
czerwień kalin ledwo spod śniegu widoczna,
białe płatki krążą, jak ogromne pióra,
kwietny pejzaż wyrósł na zmarzniętych oknach.

W zamglonym powietrzu mknie lekka zadymka,
mróz przysiadł i czeka na swoje spełnienie,
krople z dachu zamknął w kryształowy pryzmat,
deszczowe staccato już tylko wspomnieniem.

Słońca ani śladu, zimny wicher gwiżdże,
a ja, ciepłolubna, ciągle marznę w dłonie,
zanim przyjdą na świat wiosenne odwilże,
w twoich ciepłych słowach jak w puchu utonę. 

(z szuflad archiwum, zmieniony) 

niedziela, 2 grudnia 2012

Początek grudnia

Takie tam... ciekawostki przyrodnicze jeszcze z końca listopada. Aksamit mchów...
... i nadrzewni lokatorzy.
Kontrasty późnej jesieni...
... i piękne przebarwienia na liściach perukowca.
W ubiegłą niedzielę pszczoła chciała się jeszcze pożywić na ostatnim kwiatku bnieca białego.
Hmm... a to jest działalność dzięcioła na mojej morelce...  dobre miejsce do wyłuskania nasion z szyszki.
... a tutaj...  dzisiejszy poranek w Lublinie - 3 grudnia AD 2012 r.
Początek grudnia

Rok obrachunek robi w liściach,
poeci wiersze porządkują,
zmarszczony mrozem stawu kryształ
nie da odbicia sennym chmurom.

Szare powietrze mgłą zasnute,
nad ranem krążył płatek śniegu,
ostatni liść w pozłocie kruchej
drga w pierwszych taktach zimnych etiud.

W palecie brązów las zasycha,
wiatr załkał się w nostalgii bezmiar,
tylko w wieczoru zakulisiach
pachnie cynamon i poezja.