

Opowiadanie, które dzisiaj proponuję, krąży po różnych blogach, więc postanowiłam zamieścić go również w ogródku, bo uważam, że warte jest szerszego rozpowszechnienia. Ku zadumie i niedzielnej refleksji, z nutką humoru.:)
Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie.
Po deszczowej niedzieli w Niebie nastał poniedziałkowy poranek. Jak zwykle w poniedziałek, odbywało się robocze zebranie w celu ustalenia planów na najbliższy tydzień. Pan był zmęczony i trochę rozdrażniony. Z niecierpliwością patrzył na piętrzący się przed nim stos teczek ze sprawami do załatwienia. Teczki podawał i sprawy referował mu Święty Piotr. Sucho i treściwie przedstawiał Panu: tutaj powódź, zalane drogi i piwnice, wznoszone są modły... A tutaj susza, nie ma co jeść, ludzie się modlą i proszą o wybawienie... Pan pytał o szczegóły, decydował, podpisywał, i tylko chwilami wznosił oczy do nieba. Słońce powoli wędrowało przez nieboskłon i stos teczek malał z wolna. W końcu na stole pozostała tylko samotna kartka papieru.
- A to co? - zapytał Pan z nadzieją w głosie, spoglądając na zegarek. - Czy mogę już pójść na obiad?
- Oczywiście, Panie - odpowiedział Święty Piotr - ... ale oni... oni znowu śpiewają.
- Oni? Znowu? - rozsierdził się Pan. - I znowu fałszują jak zawsze?
- Znowu jak zawsze fałszują, niestety - smutno potwierdził Święty Piotr.
- Dlaczego ja im nie dałem tego genu, który dałem Rosjanom? - z rozdrażnieniem zapytał Pan. - Przynajmniej można by słuchać ich śpiewu. A tak... No, dobrze. I czego oni znowu chcą?
- Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie. O to się modlą - odpowiedział Święty Piotr. - Co tydzień modlą się o to samo.
Pan, znowu patrząc na zegarek, westchnął z rezygnacją. - Daj mi tę kartkę. I długopis. Ten duży, no wiesz, który. - Po czym, wstając od stołu, coś szybko napisał i podał kartkę Świętemu Piotrowi. - I zrób proszę tak, żeby oni już nie śpiewali. A przynajmniej nie w mojej obecności.
-
Kilka minut potem Święty Piotr stukał do drzwi Sekcji Polskiej Ministerstwa Spraw Ziemskich. “Proszę!” zabrzmiało w odpowiedzi. Święty Piotr wszedł. Za stołem siedział Anioł w krakowskim stroju i w kapeluszu z pawim piórem. Pióro było do połowy złamane.
- A, to ty... - powiedział Anioł, szybko chowając szklankę pod stołem.
- To ja - powiedział Święty Piotr, wstrzymując oddech, żeby nie czuć zapachu. - Tutaj jest decyzja Pana. - I podał kartkę Aniołowi.
- “Zwrócić” - z trudem przeczytał Anioł. - Zwrócić, hmm... To znaczy, zwrócić co? I komu mianowicie?
- Ojczyznę - odpowiedział Święty Piotr. - Im.
- Jak to “im”? - obruszył się Anioł, wstając na nogi o tyle, o ile to było możliwe. - Przecież oni mają wszystko, czego dusza zapragnie. Mają kraj, mają granice, mają swój język, szkolnictwo, radio, i telewizję. I nawet mają ten, no, Kabaret Starszych Panów. Najlepszy kabaret na świecie, ja ci to mówię! No, to czego im jeszcze potrzeba?
- “Ojczyznę wolną” - powiedział Święty Piotr. - Tak śpiewają. Pan już tego nie może wytrzymać.
- No dobrze, ale dlaczego ja? - zapytał Anioł. - I co ja mam właściwie zrobić?
- To już nie moja sprawa. - powiedział Święty Piotr wychodząc pośpiesznie, bo już nie mógł dłużej wstrzymywać oddechu. Kiedy odwrócił się plecami, Anioł pokazał mu język.
- Ojczyznę wolną... - wymamrotał Anioł, wyciągając szklankę spod stołu. - Kiedy, jak, i w jaki sposób?
- Zrób wybory - powiedział jakiś głos za plecami Anioła.
- Wybory? - spytał Anioł. - Czyś ty oszalał? A co na to Rosjanie?
- Rosjanami ty się nie przejmuj. Rosjanie mają teraz co innego na głowie. Zrób wybory, mówię ci - powiedział głos.
- Co za szatański pomysł - powiedział Anioł. - A tak w ogóle, to skąd żeś się tutaj wziął?
- Jak to skąd? Ja zawsze jestem tam, gdzie mnie potrzeba. Zrób wybory, mówię ci. To ich uspokoi.
- Po moim...- tego zdania Anioł nie zdołał dokończyć. Czysta wyborowa okazała się silniejsza.
- Tutaj jest ścierka - rozległo się po krótkim milczeniu. - No, to jak będzie z tymi wyborami?
- Uuum - z trudem odpowiedział Anioł. - Dziękuję za ścierkę. Bardzo cię przepraszam.
- Cieszę się z twojej zgody - odpowiedział głos. - Teraz mi powiedz, ile procent?
- Czterdzieści - po chwili namysłu odpowiedział Anioł. - Teraz czuję, że jednak za dużo. Jeszcze raz cię przepraszam.
- Nie pytam o te procenty. Pytam o wybory. Ile im dajesz? Stu procent Rosjanie jednak nie zniosą - zawyrokował głos.
- Powiedziałem, że czterdzieści - usiłował zatuszować Anioł. - No, może trzydzieści pięć. Zresztą niech to będzie twoja sprawa. Ja mam inne zmartwienia. Aaa, i jeszcze jedno. Poślij im tych dwóch.
- Jak to, tych dwóch? Tego bym się po tobie nie spodziewał. Anioł nie powinien być złośliwy. Za co ty się mścisz?
- Za czystą wyborową. Mogliby ją lepiej destylować. A jeśli im się nie chciało, to niech mają za moją poniewierkę. Niech się męczą, jak ja teraz.
- To mógłby być mój pomysł, a nie twój - z namysłem odpowiedział głos. - Ale skoro nalegasz, to zrobię ci tę drobną przysługę. Poślę im tych dwóch. Od siebie dołożę kilku arcybiskupów żeby nikt nie mówił, że anioł był bardziej złośliwy od szatana.
- Tylko proszę nie mów Panu, że to ja wymyśliłem, kiedy oni znowu zaczną fałszować po swojemu.
autor: narciarz2 źródło: http://szostkiewicz.blog.polityka.pl/