Dzisiaj wyjątkowo proponuję poemacik cypryjski autorstwa Estimado, który wczoraj odwiedził ogródek i zostawił w prezencie link do swojego wiersza (pod postem Odcienie miłości, z niedzieli wpis 14:22). Myślę, że warto opublikować go w całości.
CYPERIADA (estimada)
Po kraju naszym się rozniosło,
że dwom szacownym wielce posłom,
Karskiemu wraz ze Zbonikowskim,
zdarzyło się raz zapić troski,
i nie myśl, prosty śmiertelniku,
że to skończyło się na łyku,
albo na dwóch lub góra trzech.
Polska wszak większa jest od Czech,
tyle więc trosk na barkach posła,
że Litwa by ich nie uniosła,
logiczne więc, że i paliwa,
by unieść, więcej się doliwa.
Ba - sama ta arytmetyka
to asumpt do tęgiego łyka...
Gdy poseł łyknie, aż do rana
wstępuje w posła duch ułana
i za wierzchowcem się rozgląda.
W Egipcie - wsiadłby na wielbłąda,
w Indiach - na słonia, na terenach
podbiegunowych zaś - na rena.
A tutaj nic - Śródziemne Morze,
pośrodku wyspa - twardy orzech
trafił się więc kawalerzystom.
To jeszcze raz - podwójną czystą!
Alkohol wróg - lejąc go w twarz
rzekł druh do druha: "Bą kuraż!"
a że ułani to nie beksy,
zgrabnie dosiedli dwa meleksy
i szablę w dłoń - kurs każdy bierze
ku swej kolejnej Somosierze!
Nie, nie opiszę samych zmagań,
lepszego pióra to wymaga.
Weźmy na przykład taką Grecję:
Tam mieszka Homer - ten to spec jest
od scen bitewnych oraz przewag.
Nie to, co ja, wioskowy śpiewak...
Ja, skromnie, cicho, co najwyżej
tragiczny obraz Wam przybliżę
tego, co na bojowym szlaku
zostało, nim się skończył aku-
mulator w obu tych rydwanach
i zanim słońce wzeszło z rana,
a heroiczni dwaj ułani
legli w swych łożach skacowani.
Wyjdźmy więc na pobojowisko.
Szerokie jest i długie. Blisko,
w promieniach słonka tego ranka
ciut nadkruszona stała ścianka
a przytulony do tej ściany
stał jeden meleks, roz...trzaskany,
bo gnał pod jednym bohaterem,
co słabo rozpoznawał teren.
A teraz zejdźmy trochę niżej,
gdzie morska fala plażę liże,
jak Mars Ateny lizał łono,
aż tam falochron postawiono,
by ten porywczy nazbyt bóg
tylko je lekko muskać mógł,
nie zaś pożerać niczym mięsko.
Tam szturm zwycięską skończył klęską
drugi apokalipsy jeździec:
Zbyt zaufawszy swojej gwieździe,
ku twardej tej przeszkodzie ruszył,
ale jej nawet nie nadkruszył,
bo była jak ten mur trojański,
co się nie boi szarż ułańskich.
Na niej niejeden Marsa zapęd,
by głębiej wtargnąć między uda
bogini, zwiądł i stracił napęd.
Tak więc, choć wiara czyni cuda,
łajdaces zaś fortuna iuvat,
nie triumf był to, lecz obsuwa:
bo on - łon żeńca łanu Polek -
przy szturmie na falochron - poległ.
Ściślej - nie on, lecz jego rumak.
On zaś, "czut' pjan, no nie biez uma!",
z braku wierzchowca kończąc boje,
czym prędzej ruszył na pokoje.
Nazajutrz - ot, los bohatera -
klamoty każdy z nich pozbierał
i w świat ruszyli, by szlak chwały
kontynuować swój wspaniały.
* * *
Daleko byli już herosi,
aż tutaj dziennik nam donosi,
że na tej wyspie, gdzieś, gdzie kraniec
cywilizacji, chce zasraniec
jakiś od naszej delegacji
znacznych wojennych reparacji!
Ci dwaj zaś, mężnie, ale skromnie
pytali: Czy to mowa o mnie?!
Ech, trudno jest opisać wierszem
ich oburzenie. Bo po pierwsze,
każdy z nich dawno już bezsprzecznie
w swoim łóżeczku kimał grzecznie!
Po drugie, spał też nocny strażnik.
Jego zeznania unieważni
Prezes Kaczyński i ośmieszy
(po przywróceniu Czwartej Rzeszy).
Po trzecie, było "ol inklud!"
Żądać dopłaty - próżny trud!
Po czwarte, meleks nie był nowy.
O kupę złomu taki skowyt?
Po piąte, jechał w tym meleksie
ktoś inny. Z ucztą naszą zbiegł się
fakt ten przez spisek. Strzał zza węgła.
Tam ruska mafia się zalęgła,
co z WSI ją łączą nitki.
Uknuli taki spisek brzydki,
by mężom stanu i herosom
szmal zabrać i wypuścić boso,
i jeszcze opluć przy okazji.
Poszlaki wiodą wprost do Azji -
na Kreml, Łubiankę, Budy Ruskie.
Za sznurki ciągnął Bronek z Tuskiem.
Po szóste, teren zryty wrednie.
W dołki się tam nie trafia we dnie,
lecz w nocy jest to, ja pier... ,
minowe, nie golfowe pole.
W nocy w te dziury bez omyłek
wjeżdża się jak w Prezesa tyłek,
i jakiś patent sukinsyny
mają, że i bez wazeliny...
* * *
Dzikie zwyczaje na tym Cyprze.
Mąż stanu się zarzutów wyprze
i by dać wyraz swej żenadzie,
na ichni pozew lachę kładzie,
a sąd go nie oddala gładko,
lecz daje wiarę jakimś świadkom.
O reparacjach nie ma mowy.
Zawiodły Cypryjczyków głowy.
Jak wszyscy tacy, to źle wróżę
śródziemnomorskiej ich kulturze.
Ech, demokracji tam nie dość, i
brak prawa i sprawiedliwości...
autor:
estimado