Sierpień upałem nas otoczył,
świerszcz w trawie na skrzypeczkach grał,
wiatr lekko muskał moje włosy,
w gałęziach wierzby cicho łkał.
Na skraju drogi przysiedliśmy,
w gęstwie zarośli gwizdał kos,
odgadywałam twoje myśli,
choć tak daleko był twój głos.
Potem, gdy świat był skuty lodem,
koronką szadzi witał dzień,
twój głos z oddali wciąż przychodził,
snom mym nadawał nowych brzmień.
Budzi mnie ranek dziś zamglony,
niebo straciło barwę lnu,
w cieple marzenia, jak w kokonie,
wskakuję w dzień. Znów jestem tu.
(z archiwum, zmieniony)